Archiwum z 2003 roku

Friday, August 22nd, 2003

[W swiat isc, po nitce. Do klebka. Droga dluga, zmudna. Lecz warto isc. Chocby po Nic.]

Kilka godzin spedzam w Gey village niedaleko glownego dworca autobusowego w Manchesterze. Licze na palcach homoseksualistow i az mi sie oczy zaokraglaja ze zdziwienia, ze nie brakuje mi palcow. Piwo sie leje, brac sie smieje. Lokalni bezdomni czekaja na chleb na rogu Oxford Road.

Mijaja dnie, mijaja noce. Mija czas. Autor nieznany.

Wednesday, August 20th, 2003

[Po porannej kawie czuje sie wysmiewicie, humor psuja mi tylko informacje na pierwszych stronach gazet, ze znowu zabito zolnierzy amerykanskich w Iraku i wysadzono w powietrze samochod w Jerozolimie. Nawet najbardziej opiniotworcze dzienniki smierc uznaja za cos chwytliwego, pozadanego przez spoleczenstwo, kierujac sie tym samym w strone brukowcow, tytulow, ktore zamiast dodawac otuchy, te otuche odbieraja.]

B.E. probuje przytulic sie do mnie, objac, ba nawet pocalowac w policzek. Przed kilkoma minutami palila hasz, stad ta spolegliwosc.

Z I.H. oraz jej narzeczonym konwersacja na temat angielskiej pomocy socjalnej tylko wyostrza sceptycyzm. Wszystko ma swoje granice. I swoj koniec.

Tuesday, August 19th, 2003

[Przechodzac przez ulice natknalem sie na szara wiewiorke. Przycupnela tuz przy mojej nodze, machnela ogonkiem i pobiegla w strone najblizszego drzewa. Dzien zaczalem od szczesliwego spotkania] W Manchesterze zimno, wietrznie, chmurno. W The Guardian ciekawe artykuly o angielskiej edukacji. Tekst o szkolach dla mniejszosci narodowych. W internetowej skrzynce pocztowej kilka listow rekomendujacych strony pornograficzne. Bezplatna dawka wizualnego seksu. Rozmowa z L.D. na temat wyjazdu do Niemiec. O maly wlos nie poklepalem jej po ramieniu. Duzo we mnie emocji. Nigdy nie slabna. Trzy czwarte dnia spedzam przy komputerze. Mam problemy ze wzrokiem. Sluch mi sie tepi. Ludzie mowia, ze ja to nieja. Czas szlocha we mnie.

Monday, August 18th, 2003

Gdybym mogl glaskalbym Twoje wlosy pod wiatr. Gladzil policzki miekko zanurzajac oddech. Ploszyl spojrzenia szeroko rozszerzonych zrenic. Plotl koszyk z dloni dla kwiatow i serca. Sluchal cierpliwie krokow z kazdej strony glosu. Szeptal radosne slowka muskajac zadziornie opuszki zdan. Czekal skrzypienia drzwi gdy Cie nie ma. Gdybym mogl zapoetyzowalbym chwile na przekor czasu. Objal ramieniem kazda udreke. Szedlbym pod slonce po ksiezyc. Widzialbym Cie przez gory. Nauczylbym sie latac. Na sniegu szukal krokow i szedl po krokach do Ciebie.

Niebo nie zawsze jest gwiazdziste. Gwiazdy nie zawsze spadaja.

Monday, August 18th, 2003

[Ciesze sie kazdym listem jak dziecko. Samotnosc kasa jak zmija. Place cene za nieswoje grzechy.]

W Bibliotece Miejskiej w Manchesterze. Potem w sklepie z przeroznymi towarami z Afryki, Azji i Ameryki Poludniowej kupuje kartke dla X. Obiad w barze pakistanskim przy Old Bury Road. List od K. na dobranoc i od J. na dzien dobry. Ospalosc i jeszcze raz. U I.H. narzeczony. Wczoraj wrocili o drugiej w nocy taksowka za dziesiec funtow. J. szuka nerwowo pieniedzy w sejfie. Alkohol paruje uszami, kac ma co robic.

W glowie wciaz swieze wspomnienia z Brieselang i Berlina. Twarze widoczne w megapikselach. Tesknota korci. Ogolnie rzeczy sie maja dobrze. Z Londynu przyszedl zalegly certyfikat uzyskania bardzo dobrego wyniku z egzaminu Pitmana. Ktos mowi, ze teraz moge angielskim wojowac. Chowam glowe w piasek.

W Manchesterze kropi. Pietnascie stopni Celsjusza. Cisnienie niskie. Wiatr umiarkowany. Na glowie luszczy mi sie skora. Od przegrzania niemieckim sloncem.

Monday, August 18th, 2003

[Ciesze sie kazdym listem jak dziecko. Samotnosc kasa jak zmija. Place cene za nieswoje grzechy.]

W Bibliotece Miejskiej w Manchesterze. Potem w sklepie z przeroznymi towarami z Afryki, Azji i Ameryki Poludniowej kupuje kartke dla X. Obiad w barze pakistanskim przy Old Bury Road. List od K. na dobranoc i od J. na dzien dobry. Ospalosc i jeszcze raz. U I.H. narzeczony. Wczoraj wrocili o drugiej w nocy taksowka za dziesiec funtow. J. szuka nerwowo pieniedzy w sejfie. Alkohol paruje uszami, kac ma co robic.

W glowie wciaz swieze wspomnienia z Brieselang i Berlina. Twarze widoczne w megapikselach. Tesknota korci. Ogolnie rzeczy sie maja dobrze. Z Londynu przyszedl zalegly certyfikat uzyskania bardzo dobrego wyniku z egzaminu Pitmana. Ktos mowi, ze teraz moge angielskim wojowac. Chowam glowe w piasek.

W Manchesterze kropi. Pietnascie stopni Celsjusza. Cisnienie niskie. Wiatr umiarkowany. Na glowie luszczy mi sie skora. Od przegrzania niemieckim sloncem.

Thursday, August 14th, 2003

[Berlin ZOO Garden wypelniony po brzegi podroznymi. Na placu przy Katedrze mloda kobieta gra na perkusji z powodzeniem gapiow. Turecki sprzedawca pyta czy kebab z kurczaka czy z wolowiny. Od dwoch miesiecy nic sie tu nie zmienilo.]

Maruszka ma ciemne oczy. I. mowi, ze urode hinduska, L. dodaje ze charakter anielski. Maruszka uczy mnie niemieckiego, opowiada o Malcie- biale koscioly okazuja sie kremowe, a piasek na plazy ma barwe zlota. Maruszka zaplata warkocze i spiewa. Na Malcie uczy arytmetyki i algebry. W glosie spokoj. Spokoj ponad wszelkie glosy.

R. probuje poderwac I., K. caluje sie publicznie na wietrze. Na lodzi wikingow temperatura niska, na moich nogach rolki- nigdy wcyesniej cos takiego nie.

Skupienie nie warte uwagi. Mysli opadaja.

Berlin. Temperatura dwadziescia osiem stopni. Wszelkie lody topnieja.

Wednesday, August 6th, 2003

[Dostaje telefoniczna informacje, ze wkrotce wyjezdzam do Berlina z grupa mlodziezy zakochanej w futbolu. Dodano, ze nie sa to kibice, wymagaje jedynie opieki. Po cichu- ze nie sprawia zadnych problemow. Coz, zgadzam sie, coz mi zostalo- takie zycie na walizkach od kraju do kraju. Od lotniska do lotniska.]

W nocy snila mi sie wojna, zolniez skierowal w moja strone karabin maszynowy i wycelowal- wlasciwie to nie czulem kuli- tylko oslabienie. Czulem jak sie ulatniam, centymetr po centymetrze. Nie bolalo. Obudzilem sie szukajac potu na skroniach. Nie znalazlem.

M.M. pisze ‘Odnosze wrazenie, ze to Ty sam boisz sie przeszlosci, dlatego do niej nie wracasz.Ale czy jestes pewien, ¿e przyszlosc przyniesie Ci zadowolenie i radosc, spelni twoje marzenia i pragnienia? Moim zdaniem jest ona bardziej niebezpieczna niz przeszlosc Te druga juz znasz…To smutne, ze spojrzec mi w oczy z usmiechem jest dla Ciebie takim trudnym zadaniem…’

Niestety jest wiele rodzajow Usmiechow. I wiele rodzajow Spojrzen.

Wednesday, August 6th, 2003

[Dostaje telefoniczna informacje, ze wkrotce wyjezdzam do Berlina z grupa mlodziezy zakochanej w futbolu. Dodano, ze nie sa to kibice, wymagaje jedynie opieki. Po cichu- ze nie sprawia zadnych problemow. Coz, zgadzam sie, coz mi zostalo- takie zycie na walizkach od kraju do kraju. Od lotniska do lotniska.]

W nocy snila mi sie wojna, zolniez skierowal w moja strone karabin maszynowy i wycelowal- wlasciwie to nie czulem kuli- tylko oslabienie. Czulem jak sie ulatniam, centymetr po centymetrze. Nie bolalo. Obudzilem sie szukajac potu na skroniach. Nie znalazlem.

M.M. pisze ‘Odnosze wrazenie, ze to Ty sam boisz sie przeszlosci, dlatego do niej nie wracasz.Ale czy jestes pewien, ze przyszlosc przyniesie Ci zadowolenie i radosc, spelni twoje marzenia i pragnienia? Moim zdaniem jest ona bardziej niebezpieczna niz przeszlosc Te druga juz znasz…To smutne, ze spojrzec mi w oczy z usmiechem jest dla Ciebie takim trudnym zadaniem…’

Niestety jest wiele rodzajow Usmiechow. I wiele rodzajow Spojrzen.

Tuesday, August 5th, 2003

[Dwa dlugie, sympatyczne listy ze Slovenii i Lotwy. A.S. pisze, ze w Lublianie ponad trzydziesci stopni celsjusza, ludzie nie wychodza z domow, w sklepach zabraklo wody mineralnej, a parasole zamiast do ochrony przed deszczem sluza do ochrony przed sloncem. R.G. spotyka w Rydze coraz wiecej pijanych osob, potykajacych sie o wlasne nogi, komunizm tam jeszcze nie upadl- komuny alkoholikow oblegaja miejskie parki i skwery, w urzedach i administracji nie zaczyna sie dnia od kieliszka wodki.W Anglii gazety notuja najwyzsze od lat temperatury, pociagi spozniaja sie, linie kolejowe staja sie elastyczne, karetki pogotowia w Londynie co kilka minut woza omdlale osoby do szpitali i klinik. dziura ozonowa to juz nie wydumana historia naukowcow, dziura ozonowa to fakt.]

Choruje od lat na bezsennosc, wierce sie, przewracam z boku na bok, pije wode mleko, ale to nie przynosi ulgi. Wstaje w nocy, pisze, czytam, slucham klasyki, rozmyslam, patrze w niebo, hipnotyzuje sie, noc jest dla mnie jak klatwa. Ciemna.

Na stacji kolejowej w Oslo nie rozmawia sie po angielsku. Tam sie w ogole nie rozmawia.

Tuesday, July 15th, 2003

iluzja to taki stan kiedy wiara mocna. patrzy tym samym wzrokiem sypiac te same iskry. rozlupuje skorupki nieba krzyczac. glaszcze palce namietnie szukaja ujscia. pyta wytrwale nie bez odpowiedzi. pomija trudna przeszlosc machajac ogonem. harda. przegrywa jak sie ma. walczy drapieznie zdziera skore z czlowieka wyrywa. serce. podnosi glos az krzycza przynozne kamienie. rozdziera granice na dwie polowy. wyzwolenie ma w sobie cos z pogardy. gdy mowisz sam nie wiesz co mowisz. kazdy kąt parska falszywym smiechem. ile nad tym myslalas. konsekwencja musi byc. trzeba zgladzic.

“Felix qui potuit rerum cognoscere causas”