Archiwum z 2006 roku

Tuesday, April 4th, 2006

Pociag z Warszawy Zachodniej do Hajnowki przez Siedlce wjedzie na tor osiemnasty przy peronie czwartym.

Ludzie gnaja na peron pokonujac stopnie nie dzialajacych od miesiaca ruchomych schodow. Kobieta probuje wytlumaczyc dziewczynce ze siusiu teraz zrobic nie moze bo pociag nadjezdza i zeby sie na jakis czas powstrzymala.Pan w musztardowkach zwija nerwowo gazete w rulon i probuje schowac ja w wypchanej po brzegi walizce. Konduktor nawoluje do odsuniecia sie od brzegu peronu. Sprzedawczyni w przenosnym kiosku w pospiechu wydaje reszte. Mloda kobieta caluje ukochanego na pozegnanie.
Pociag z Warszawy Zachodniej do Hajnowki przez Siedlce wjezdza na tor osiemnasty przy peronie czwartym.
Kobieta trzyma dziewczynke za reke. Dziewczynka dzielnie powstrzymuje sie od ’siusiu’,pan w musztardowkach poprawia kolnierz plaszcza, konduktor milczy, sprzedawczyni dopija kawe, mloda kobieta macha ukochanemu na pozegnanie.
Pociag z Warszawy Zachodniej do Hajnowki przez Siedlce wjechal na tor osiemnasty przy peronie czwartym. Kobieta z dziewczynka, pan w musztardowkach oraz mloda dziewczyna zajmuja miejsce w przedzialach. Konduktor pedzi na poczatek skladu, sprzedawczyni chowa kubek pod lade.
Pociag z Warszawy Zachodniej do Hajnowki przez Siedlce odjezdza z toru czternastego przy peronie czwartym.
Kobieta prowadzi dziewczynke do toalety, pan w musztardowkach rozwija pognieciona gazete, mloda dziewczyna wyjmuje z torebki walkmena. Konduktor zaczyna sprawdzac bilety, sprzedawczyni z przenosnego kiosku juz nie widac.

W pociagu panuje senna atmosfera. Nikt sie nie odzywa. Dziewczynka, ktora wlasnie wrocila z toalety ma zakaz zadawania jakichkolwiek pytan. Pan w musztardowkach zasypia nad artykulem w gazecie, mloda dziewczyna wpatruje sie w okno. W Siedlcach wsiadaja robotnicy. Wyciagaja butelki z piwem. Atmosfera zaczyna sie rozluzniac. Starzy graja w karty, mlodzi rzucaja miesem. Mloda dziewczyna zdejmuje walkmena. W takim halasie nie da sie sluchac. Chlopak w kombinezonie roboczym zaczyna prawic jej komplementy. Dziewczyna sie czerwieni. Piwo znika szybciej niz krajobrazy za oknem. Kobieta z dziewczynka przesiadly sie do innego przedzialu kilka minut przedtem. Mezczyznaw musztardowkach zdjal okulary potem. W przedziale poci sie powietrze. Co chwile ktos przegrywa w pokera. Ktos wyciaga kielbase parowkowa z reklamowki. Ktos otwiera okno. Pijany tlum z Siedlec zaczyna spiewac Bialego Misia z repertuaru Top One.
Robotnicy wysiadaja w Siemiatyczach i Syczach. Ostatni pijany mezczyzna wlecze sie z konca wagonu do wyjscia na stacji Hajnowka. Na stacji czeka na niego zona i corka. Wysiada tez pan w musztardowkach i kobieta z dziewczynka, wysiada mloda dziewczyna ktorej oswiadczyl sie mlodzieniec w kombinezonie roboczym.

Pociag z Hajnowki nie wroci do Warszawy Zachodniej. Dyrekcja Polskiej Kolei zlkwiduje linie kilka miesiecy pozniej.

Sunday, March 5th, 2006

Co kilka dni zamawiam angielskie sniadanie w jednej z angielskich restauracji, wypijam kilka filizanek cappucino po przystepnej cenie, przysluchuje sie konwersacjom nieznajomych, rysuje symbole na rogu serwetki, tesknie za czyms lub za kims, marze o czyms lub o kims. Czasem placze. Niby ze cos wpadlo do oka ide do toalety zmyc swoja slabosc.
Matka mawiala- synu nikt nie zna czasu ani godziny, nikt nie wie gdzie go wiatr zawieje. Matka mawiala- a nuz synu, kiedys bedzie lepiej- kiedy na sniadanie zamiast angielskiej parowki i jajka byl chleb z cukrem i woda, a zamiast cappucino kawa zbozowa albo kawa Inka.

Co kilka dni na placu przed Katedra w Bristolu wyciagam przenosny komputer, lacze sie ze znajomymi w Ameryce i Australii, we Francji i na Malcie. Smieje sie do mikrofonu a ludzie wokol mysla, ze smieje sie do samego siebie- szalony. Lecz czasem placze. Niby, ze cos wpadlo mi do oka ide do toalety w pobliskiej bibliotece miejskiej zmyc swoja slabosc.
Matka mawiala- synu, telefon teraz taki drogi, moze za dwa trzy lata zalozymy linie. Matka mowila- a nuz synu, kiedys bedzie lepiej- kiedy zamiast telefonu komorkowego i laptopa byl dwugodzinny marsz przez zaspy sniegu do przyjaciela.

Co kilka dni odwiedzam markowe sklepy w poszukiwaniu nowej koszuli czy marynarki, przymierzam, marudze, marudze, przymierzam- a to nie taki kolor a to nie taki kroj a to nie taki material. Spedzam godziny na przypatrywaniu sie sobie w lustrze, robie minki, ustawiam sie na bacznosc, spocznij i odpocznij. Czasem jednak dostrzegam w zwierciadle lzy na wlasnej twarzy. Niby, ze cos wpadlo mi do oka ide do toalety w centrum handlowym zmyc swoja slabosc.
Matka mawiala- synu ciotka Ci przyniosla sweter po Michasiu, chlopak wyrosl, a na tobie lezy dobrze lezy. Matka mowila- a nuz synu, kiedys bedzie lepiej- kiedy zamiast markowego garnituru byl stary znoszony rozpinany sweter po siostrzencu.

Czasy sie zmieniaja. Przeszlosc zostaje.

Friday, March 3rd, 2006

wstawaj idziemy do kosciola- mowila matka- a on wstawal.
wdziewal najlepsze buty, jakie mogl znalezc w szafie, najlepsze i najmodniejsze spodnie, najdrozszy sweter i najeleganszy plaszcz.
przed kosciolem zdejmowal najmodniejsza czapke. zegnal sie najlepiej jak potrafil przed obrazem Najswietszej panienki. siadal zawsze w pierwszej lawce wpatrujac sie w ornament na oltarzu. sluchal kazan z rozdziawiona geba. do tacy wrzucal banknoty nigdy monety bo monety wstyd wrzucac. na lekcje religii uczeszczal systematycznie systematycznie uczyl sie modlitw na pamiec. wieczorem wspolnie z matka odmawial pacierz na kleczkach. zasypial z bog zaplac.

kilka lat pozniej znowu uslyszal zza drzwi-

wstawaj, idziemy do kosciola- mowila matka- lecz on nie wstal. nie czul sie najlepiej, bolala go glowa i plecy. matka ponaglila- wstawaj, idziemy do kosciola- lecz on zdenerwowany odpowiedzial, ze nie ma ochoty. wtedy matka po raz pierwszy uderzyla go w twarz. zdziwiony, zdenerwowany, poruszony, prawdopodobnie nawet nie zdajacy sobie sprawy co sie wlasnie stalo, szarpnal matke za ramie, popchal ja w kierunku drzwi. matka potoczyla sie jak pileczka. miala juz ponad piecdziesiat lat, ponad trzydziesci lat pracowala na roli. matka potoczyla sie jak pileczka w strone drzwi i uderzyla glowa w klamke.
pozniej wszyscy mowili ze to byl wypadek. na jej pogrzebie ksiadz mowil o przeznaczeniu. ze kazdego czeka smierc.
syn stal pierwszy przy trumnie i pierwszy rzucal kwiaty do jej grobu.
ludzie mowili- matka zostawila wspanialego syna i jak on sobie teraz biedny bez niej poradzi.

to miala byc najwspanialsza prywatka w jego zyciu. najlepsze jedzenie, dobra muzyka i dobrane towarzystwo. konczyl osiemnascie lat a wiec rocznica bardzo symboliczna i do tego wazna. zaprosil najbliszych przyjaciol, zamowil wykwintne potrawy w najblizszej restauracji, zaprosil lokalny zespol,bo konczac osiemnascie lat musi miec zespol grajacy muzyke na zywo.
wieczorem wszyscy zjawili sie o umowionej porze. z kwiatami,prezentami i zyczeniami. zespol zaczal grac ulubione przeboje, przyjaciele zaczeli jesc wykwintne potrawy i popijali to wszystko dobrym,wysokoprocentowym alkoholem. cieszyl sie widzac wszystkich zadowolonych. a szczegolnie cieszyl sie prezentem od dziewczyny swojego zycia. kilkustronicowy album ze zdjeciami z pieciu lat ich wspolnego bycia.
dlugo zabawial gosci, staral sie dogodzic im we wszystkim.
nad ranem zdecydowal sie zmienic muzyke i zaprezentowac gosciom przeboje z jego ulubionych plyt. poszedl w kierunku wlasnego pokoju, lecz to co zobaczyl wewnatrz zaskoczylo go. zdebial. na lozku lezala jego dziwczyna calujac namietnie przyjaciela z podstawowki. nie myslal dlugo. chwycil przyjaciela za wlosy. rzucil go na podloge i zaczal kopac. kopal wszedzie- w glowe, brzuch, plecy. kopal gdzie popadnie. kopal mocno najmocniej jak potrafil i najsilniej jak mogl. kopal bez opamietania.
mieciac pozniej sedzia orzekl kare-dwanascie lat pozbawienia wolnosci.
w wiezieniu mial mnostwo czasu by myslec. myslal tak intensywnie ze zaczal siwiec i tracic wlosy. po dwunastu latach wyszedl na wolnosc prawie bez wlosow.
gdy przekroczyl mury wiezienia nie wiedzial co poczac- gdzie pojsc, do kogo sie odezwac.starzy przyjaciele odwrocili sieod niego dwanascie lat temu, nowych nie mial. domu tez nie mial- rodzice zakazali wstepu.
niedaleko byl kosciol. zdecydowal sie wstapic. nie wierzyl w boga. nigdy wczesniej nie byl w kosciele. nie wiedzial, ze przed wejsciem do swiatyni trzeba zdjac czapke, ze najlepiej siadac w pierwszym rzedzie, ze trezba odmowic modlitwe na kleczkach i ze trzeba wrzucic banknot do tacy. wiedzial ze chce wejsc do kosciola. nie wiedzial dlaczego.
usiadl w ostatniej lawce. jego wzrok przyciagnal obraz w bocznej nawie. ukrzyzowanie chrystusa. golgota. sam nie wiedzial kiedy i dlaczego lzy pojawily siew jego oczach. sam nie wiedzial dlaczego spedzil w kosciele kilka godzin placzac. sam nie wiedzial dlaczego rok pozniej zdecydowal sie wyjechac na misje do Indii. sam nie wiedzial dlaczego dotykal tredowatych i opatrywal rany biednym. sam nie wiedzial co sie stalo.
umarl majac piecdziesiat trzy lata nic nie wiedzac.
.nawet tego dlaczego umarl i kiedy.

Faith is a journey not a destination
(napis na jednym z protestanckich kosciolow w anglii)

Tuesday, February 7th, 2006

Na Pikton Street ktos urzadzil wystawe grafiki prymitywnej- betonowe plyty wytapetowal kreskowkami antywojennymi. Do wloskiego sklepu dostarczono wlasnie swieze bulki prosto z Mazowsza i chleb czarny prosto z Kijowa. Kilkoro pijanych Rosjan probuje zasiedlic pustostan po nieczynnej juz fabryce, oby do wiosny. Przy sklepie rybnym zrobil sie tlum, bo odkryto wlasnie, ze ktos komus rower ukradl bez uprzedzenia. W barze na Stoke Croft za niecale dwa funty mlody Afganczyk kupuje fisburgera i frytki, a puszke pepsi dostaje gratis. Uczennice katolickiej szkoly powszechnej przechodzaulice na czerwonym swietle. Dwie Polki ida do kosciola na Chelthenam Road na wieczorna msze. Sprzedawca kradzionych rowerow, wlasciciel garazy niedaleko Bristolian Cafe probuje znalezc psa wilczura, ktory uciekl, gdy zobaczyl zbyt wielu klientow. Na stacji kolejowej Montpelier robotnicy czekaja na opozniony pociag do Easton. Ktos sie poslizgnal na skorce od banana na Gloucester Road, teraz siedzi i placze. Co kilka minut jakis ambulans wlacza sygnal alarmowy, zawsze predzej mozna wrocic po pracy do domu. Mlode dziewczyny w krotkich spodniczkach i obcislych bluzkach podazaja do najblizszego pubu zeby sie zabawic przy kilku drinkach. W night clubach kelnerki uzupelniaja automaty do prezerwatyw. Kilka mlodych ludzi z Serbii spedza wieczor w kawiarni internetowej skypujac do znajomych w Belgradzie bo im sie juz teskni.

Kiedy po raz pierwszy przyjechalem do Anglii, rozdziawialem gebe. Teraz tylko ziewam.

Monday, February 6th, 2006

Zamieszkalem w garazu bo chcialem byc artysta. Zaczalem spac na materacu, szkicowac postaci w ruchu podazajac za radami poradnikow dla poczatkujacych plastykow, robic zdjecia dzieciom w dziwnych pozach i budowlom o komicznych ksztaltach.
Otoczylem sie kwiatami w doniczkach i fotografiami z podrozy do Europy. Postanowilem, ze bede czesciej przegladal prase codzienna i robil notatki na marginesach stronic. Kupilem gramofon z 1979 roku i kilka plyt jazzowych, blusowych i soulowych.
Wieczorem zaplanowalem godzinne sesje relaksacyjne oraz kubek goracej czekolady na dobranoc. Zredukowalem uzywanie internetu do minimum. Przeznaczylem nawyzej piec minut dziennie na rozmowy telefoniczne. Zaplanowalem miesieczne wizyty wfilharmonii i teatrze.
Zamiast kupowac filmy zdecydowalem sie je wypozyczac w bibliotece miejskiej oszczedzajac dzieki temu kilka funtow tygodniowo, przeznaczajac tez kilka funtow tygodniowo na rozwoj duchowy. Postanowilem tez sie nawrocic kupujac ikone Rublowa. Wykluczylem z diety spozywanie pepsi coli na rzecz soku z czarnej z porzeczki.
Chcialem byc Artysta wiec zamieszkalem w garazu.

Cos na przekor pop kulturze. Cos na rzecz alterantywnego zycia.

Sunday, February 5th, 2006

Od lat nic sie nie zmienilo. Ciagle budze sie i zasypiam. Czasem wstaje lewa noga, czasem sie usmiecham. Kupuje ksiazki w antykwariatach i odpisuje na listy z kilkumiesiecznym opoznieniem.
Ciagle mi sie marzy i marzy mi sie zawsze COS. Wlasciwie od lat nic sie nie zmienilo. Moze poza poglebiajaca sie dyslekcja i dysgrafia, lysina, brzuszkiem i skleroza.
Od lat nie napisalem ani jednego wiersza, ani jednego slowa w pamietniku, od lat nie dostalem tradycyjnego listu, ba nawet matka nie wysyla mi ponaglen bankowych od lat.
Gdzie ja sie podziewam od lat?
Od lat nic sie nie zmienilo. Jestem to tu, to znow tam. Poznaje mniej wiecej tyle ile znaczy mniej wiecej. Studiuje zywoty ludzkie nie wylaczajac siebie.
Mam gruzlice pamieci.
Wiele razy mysle, ze musze cos zmienic, lecz nie wiem co.
Co roku jestem w stanie przygotowac plam dlugoterminowy i krotkoterminowo o nim zapomniec.
Lecz dzis obudzilem sie z silnym postanowieniem ZMIANY.
Dzis sie obudzilem z nadzieja ze w koncu sie cos zmieni. Ze przestane wstawac lewa noga, ze zaczne sie usmiechac nie tylko czasem, ze odpisze na wszystkie listy bez opoznienia, ze zaczne brac leki na skleroze, strace brzuszek a lysina przestane sie po prostu przejmowac.
No i ze napisze kilka nowych wierszy i przynajmniej jedno slowo w pamietniku. Ze zaczne byc bardziej TU niz tam. Poznam wiecej niz mniej. Ze zrobie cos z poglebiajaca sie dyslekcja i dysgrafia.

Jednego jednak nie zmienie- przekonania ze zawsze moge sobie przeciez pomarzyc. I wymarzy mi sie zawsze COS.