Archiwum z 2007 roku

Friday, December 28th, 2007

Piszę niecodziennie, to widać. Widuję codzienność nieopisywalną, która zamiast mieścić sie w notesie, nie mieści się w głowie. Owa codzienność często rujnuje moje myśli, przykleja się do warg, zakleja je szczelnie, słowa stają sie niewypowiedziane, a zdania niedokończone.
Mam niemy syndrom. Za to nie brakuje mi oczu- patrzą to tu to tam, przyklejają sie do miejsc, ludzi i przedmiotów niecodziennego użytku. Bolą od przeczytanych książek, skadrowanych wydarzeń i zeza na wszystko.
Piszę niecodziennie. Dziś też jest niecodziennie, wiec piszę. Piszę między Początkiem i Początkiem, bo końca nie widać.
Zamyśliłem się. Jak zwykle. Myśli utkwiły w martwym punkcie, gdzieś między. Owe zamyślenia to rodzaj epilepsji- rzeczywistość pstryka ci palcami przed uchem albo daje plaskacza w twarz, z reguły pomaga. Z reguły wracam do siebie, staję na równe nogi, wyprostowuję się, maszeruję pewnie po ziemi. Z reguły zwyciężam myśli. Więc tak naprawdę nie muszę sie niczym przejmować.
Normalność wyprostowuje każde skrzywienie.
Koniec roku to koniec jakiejś historii. A może inaczej, koniec roku to koniec fragmentów jakiejś historii. Jak pisze Bogusław Jasiński w 741 numerze “Twórczości” : Z fragmentu tak naprawde nie może nic wynikać, bo nie daje i dać nie może gotowych odpowiedzi, skończonych diagnoz i analiz, a zwłaszcza żadnej całościowej wizji czegokolwiek.
Nie jestem wizjonerem. Nie potrzebuję dokonywać żadnych analiz czy poddawać diagnozom czegokolwiek. Koniec roku to dla mnie początek jakiegoś Innego fragmentu, Zycia od Nowa, na Nowo.
Chciałbym ten fragment przeżyć mądrze.
To takie egoistyczne życzenie noworoczne. Niecodzienne. Jak moje pisanie.

Jednodniówka między Lynmouth i Lynton

Sunday, June 24th, 2007

Poranny pociąg do Taunton odjeżdża punktualnie. Za oknem deszcz naigrywa sie ze wschodzącego słońca. Nieliczni pasażerowie czytają gazety, gryzą kanapki lub, zamyśleni, odlatują w niebo…
Godzinę poźniej autobus linii 300 z odkrytym dachem zabiera nas wgłąb Exmoor National Park. Po drodze mijamy odwiedzony już kiedyś Dunster, kierowca robi niewielką przerwę przy plaży w Minehead i ruszamy dalej. Pniemy sie stromą drogą w kierunku Parlock, ponoć jest to najbardziej stroma droga w całej Anglii, więc czujemy respekt. Posilamy sie przy okazji czarnym chlebem, tanią kiełbasą z supermarketu i świeźa sałatą. Dech zapiera widok z County Gate- granicy Somerset i Dewon- na morze, wzgórza i doliny… Mimo deszczu oczy się cieszą. Myśli lgną do szyby.

W Lynmouth widok na skały, zaczerwienione od uderzeń wody. W głebi zarys Walii, po drugiej stronie Zatoki. Idziemy szlakiem w stronę Lynton, pod górę, stromą ścieżką. Po drodze mijamy kolejkę linową, łączącą Lynmouth i Lynton. Oddychamy głęboko świeżym powietrzem. Dobrze oznaczonym szlakiem wędrujemy na zachód, w stronę Valley of Rocks. Robimy kilka przerw, korzystając z przydrożnych ławeczek. Pochłaniają nas obrazki morza i skał. Kadrujemy je we wspomnieniach na zawsze. Niedaleko Valley of Rocks ścieżka wiedzie bardzo blisko przepaści. Zalewa mnie lęk wysokości, efekt wyprawy do hiszpańskich gór Monserrat, gdzie o mały włos nie straciłem kiedyś życia. Po długiej przerwie przełamałem opory i udało mi sie przeprawić na drugą stronę Valley of Rocks.
Opłaciło się. Wrzosowiska urzekły mnie i przegnały resztki strachu. Na drodze stanęły zaś dzikie kozy, które obżerały sie liśćmi z pobliskich krzewów.
Ciepła herbata w stylowej herbaciarni smakowała wyśmienicie, ogrzała trochę zziębnięte od deszczu i wiatru ciało.

Droga powrotna doliną, wśród wrzosów. Śliska ścieżka prowadzi nas do Lynton. Krótki postój, przekąska w miejscowym barze i droga powrotna do Lynmouth. Potem muszle z plaży same wpadają do worka. Krótki spacer po okolicy w stronę Water meet i powrotna podróż autobusem z odkrytym dachem do Taunton.

Słońce zachodzi o wpół do dziesiątej. Wrażenia zostaja.

[Zdjęcia z wyprawy]