[19/03/09]

słodko kończę dzień, zasługując na pajdę razowego chleba z masłem orzechowym. przegryzam zawzięcie każdą chwilę, oblizuję każdą sekundę kurczącego się czasu. takie moje ostatki przed jutrem.
w oknach gasną światła, łożka skrzypią od obolałych ciał, gdzieniegdzie wszyscy święci bawia się w chowanego, gdzieindziej ni żywego ducha.

w nocy topią się mury miasta. sny kłębią się jak mgła na ulicach, upiory maja ucztę jak nie pisał z antonycza.

kołysanka gintrowskiego pod językiem, na biurku niedokończony fragment uliczników, na podłodze rozrzucone szczątki ubrań.

w tajemnicy opuszczam ciało wieku.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*