[02/01/10]

początek roku to czas plannerów. kalendarzy. agend. notatników. oraganizerów. misterna walka na smierc i zycie z adresami, balansami, datami do przepisania. bez plannera, organizera, agendy, kalendarza, notatnika nie ma co rozpoczynac nowego roku. stary znajomy powiedzial mi kiedys ze nieposiadanie ktoregoś z powyższych jest poważnym uchybieniem. to tak jak być lub nie być “trendy”.

co roku więc zaopatruję się w kalendarz, notatnik, organizer, planner lub agendę. nawet jeśli czasem zapomnę toz robic z powodu sklerozy czy innego zaćmienia umysłu jakiś przyjaciel ofiaruje mi go napewno w prezencie. czasem wiec zamiast jednego organizera, kalendarza, plannera, notatnika czy agendy posiadam dwa a nawet trzy, pięć lat temu zaś aż cztery z powyższych.

plannery, organizery, kalendarze czy notatniki mają róźne kształty, objętości, kolory okładek, rodzaje gadżetów.
do prowadzenia dziennika używam najczęsciej czarnego kalendarza, formatu A5, z jednym dniem na jednej stronie. do zapisywania czynności do zrobienia używam małego notatnika, kieszonkowego formatu, najczęsciej w kratkę. do planów osobistych duży kalendarz, formatu A4 z trzema dniami na jednej stronie. nie mówiąc już o notatnikach do prowadzenia spisu wydatków czy dat do zapamiętania.

oprócz pokaźnej liczby książek w mojej domowej bibliotece znaleźć też można pokaźną liczbę kalendarzy z lat poprzednich. szczególnie płodne wydaja się lata dziewięćdziesiate minionego stulecia, gdy prawie każda strona zapisana była drobną czcionką, a czasem nawet posiadała dodatkową, doklejaną notkę.
treść notek była różnorodna. stany samopoczucia, recenzje z wypraw do kina, streszczenia rozmów telefonicznych i podsłuchanych w autobusach i tramwajach, opisy tras pociagów, napotkanych osób, komentarze do emaili i listów, minutówki z wykładów, spis porażek i klęsk bieżącego dnia, czasem kursy walut innym razem kursy autobusów, manu z barów mlecznych, ceny z hipermarketów, adresy przyjaciół podróżnych, rocznice i stany konta czytaj stany debetu. przekleństwa, rysunki diabłów i czarownic (szczególnie tych z najbliższego otoczenia), odciski palców czekoladowych, plamy po rozlanej kawie ince, bo wtedy nie byłem jeszcze uzależniony od kawy naturalnej.

patrzę na ten swoisty zbiór z sentymentem. i żalem, że minęły już czasy, gdy moje życie wypełnione było po brzegi. po brzegi słów, wydarzeń, emocji i ludzi.

samotność wypełnia dziś kartki moich planerów, kalendarzy, organizerów i agend. pustka stron do zapisania od nowa.

zawsze jest jednak kolejna szansa. zwłaszcza na początku nowego roku.

1 Comment

  1. W tym roku rozdałam wszystkie – które podostawałam. Konsekwentnie korzystam z nich jedynie w pracy. W całej reszcie i tak przestawałam pisać po kilku dniach, powtarzając co roku ten sam schemat i obiecując sobie, ze tym razem na pewno …
    O ważnych datach przypomina telefon – na szczęście 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*