[03/01/10]

trzy czwarte nocy trzymałem się za głowę, szukałem oparcia w kątach poduszki i prostokącie kołdry. oddychalem ciezko, na wszelki wypadek przez otwarte usta. szukalem ratunku w snie, ktory nie przychodził. piłem gorące mleko na przemian z goraca herbatka z melisy. wzialem goraca kapiel. połknąlem kilka sztuk paracetamolu. potem kilka zdrowasiek i poematów do pana boga. wyjrzalem przez okno, upewniajac się, ze nie ma pełni. nie było.

dopiero nad ranem, gdy zaczęlo wschodzić słońce, zasnąłem- w prostokącie kołdry i kątach poduszki. obudziłem się kilka godzin później, przerażony, że przespałem cały dzień i noc. dla pewnoności sprawdziłem datę w telewizji. cieszyłem się jak dziecko, że nie zgubiłem czasu.

potem umyłem twarz i wyszedłem na dwór. wyprostowałem kości i po kilku głębokich oddechach wrócilem do mieszkania. skończyłem taksim stasiuka, gdyby nie osobisty szacunek do autora za jego opowiesci galicyjskie, też bym z nim skończył. zrobiło mi się niedobrze. nie wiem czy z powodu lektury, czy początku jakiejs kolejnej choroby, które ostatnio chyba mnie pokochały.

sluchałem wysockiego. okudzawy i gintrowskiego. wypiłem szklankę wody mineralnej, potem nalewke z soku z grejfruta, cytryny, pomarańczy z rozmarynem, mate, guaraną i kardamonem.

nie zauważyłem kiedy zgasło światło.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*