09/02/11

Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem Agnieszkę krzątającą się przy kominku. Dziwne uczucie- być wyręczonym we własnych obowiązkach, poradzić sobie z zaburzoną rutyną codziennego dnia nie jest łatwo. Uczę się o sobie nowych rzeczy- już nie widzę w lustrze elastycznego mężczyzny, uświadamiam sobie jak bardzo przywiązany jestem do własnej rzeczywistości, do ładu i składu według własnych reguł.

Jemy śniadanie we dwójkę, zostawiając resztki konserwy rybnej do wylizania kotu, za którym już zaczynam tęsknić.

Agnieszka znosi drzewo z lasu, a ja pochłonięty jestem piłowaniem grubych gałęzi. Kawa na drugie śniadanie. Termos, który przywiozła ze sobą Agnieszka, ma teraz w domu miejsce szczególne, pilnuje by w każdej chwili była gorąca woda na herbatkę, bulion albo kisiel w proszku.

Po południu spacerujemy po okolicy.  Z każdym krokiem potykamy się o historię, o jakiś ząb czasu wetknięty w ziemię albo między mury. W miejscowym sklepie robimy pobieżne zakupy, Agnieszka pstryka zdjęcia urzeczona otoczeniem. Zatrzymuje w kadrze czas, wbrew przepisom, że panta rei.

Po drodze szukamy prototypu własnego domu, jakiegoś fizycznego stanu posiadania; miejsce na duszę musi mieć ściany, dach, okna i drzwi. I kominek- dodaje Agnieszka.

Kasza na obiad przegryziony marchewką, delicje szampańskie na deser. Odpoczywamy na werandzie. Dostajemy kota po obiedzie. Chyba przestał się gniewać.

Za drzwiami do kuchni Agnieszka odkryła kilka śpiących motyli wtulonych w szpary ścian. Znalazła też dziurę w podłodze, mysią przepustkę do człowieczego świata.

Wieczorem czytam nagłos Agnieszce wywiad z profesorem Baumanem.  Rozmawiamy o utopiach, kruchości współczesnych relacji międzyludzkich i tęsknocie za stabilnością, której w dzisiejszych czasach jak na lekarstwo.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*