19/02/11

Mglisty poranek w Lutowiskach. Rzeczywistość zawiesiła się w przestrzeni, rozmazała obraz na długość i szerokość miejsca. Cisza absolutna; wiatr się schował w kominie, pod nogami roztopił się śnieg. Spaceruję bocznymi ścieżkami, szukam rozdeptanych śladów życia pod powierzchnią śmierci.

Grupka starszych ludzi o coś się zawzięcie spiera. Gestykuluje nerwowo, z trudem zatrzymując krzyk. Po wczorajszych wyborach na sołtysa więcej jest niezadowolonych niż szczęśliwych. Pod sklepem spożywczym trwa debata publiczna na temat lokalnej polityki władz. Nieliczni turyści uśmiechają się pod nosem.

W Lutowiskach co druga osoba gra w lotto, każdy ma nadzieję, że ma więcej szczęścia niż pieniędzy.

W ruinach synagogi spotykają się miejscowi żule. Obciągają spirytus i denaturat, pod kamieniem znalazłem też butelkę po jarzębinówce. Obok, na tablicy informacyjnej, można dowiedzieć się, że żydzi byli tu najliczniejszą społecznością religijną, a Tora, znajdowała się w nawet katolickich domach.

Przedpołudniowa kawa pobudza i stawia na nogi. Myśli gubią się pod natłokiem słów, pamięć staje się wyraźniejsza, ale bardziej nerwowa niż zwykle.

Robię zaległe, tygodniowe pranie, próbuję znaleźć rozwiązanie na plamy po krwi, wspomnienie z Polany.

Po południu gubię miesięczny zarost, czuję jakiś brak, jakby cząstka mnie zniknęła pod brzytwą.

Na zewnątrz mojego świata dzieją się małe i duże wojny, trwają spory i manipulacje, wielcy ludzie podejmują wielkie decyzje, mali ludzie szukają małych szans.

Chińska zupka na kolację skutecznie rozgrzewa żołądek.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*