23/02/11

Na szybie mróz wyrzeźbił kwieciste wzory. Woda zamarzła w butelce. W nocy temperatura spadła do osiemnastu stopni  poniżej zera. Na zewnątrz śnieg przykrył wczorajsze ślady.

Słońce dziś leniwe i senne, jakby chore na zimę. Kroję bochenek chleba zmarzniętą dłonią. Kanapka z masłem orzechowym smakuje wyjątkowo; przyda się dziś energia do rąbania drewna i spaceru na wieś.

W drodze do Stuposian słońce puszcza do mnie oko. Czuję przyjemne ciepło na plecach; nie muszę już chuchać w dłonie ani owijać twarzy szalikiem. Widok zapiera dech w piersiach, płatki śniegu okrywają świerki i sosny, wyglądają jak srebrne, bożonarodzeniowe gwiazdki na choinkach. W oddali szczyty Kiczery,  Magury Stuposiańskiej i Otrytu. Błękitne niebo, bieszczadzkie anioły.

Dydiówka to ostatnie takie miejsce w Bieszczadach. Chata ma drzwi otwarte o każdej porze dnia i nocy. Dla każdego, filozofa i alkoholika, turysty i uciekiniera. Ba od czasu do czasu nawet dla odważnej myszy, sarny czy żbika. Dwa zapisane zeszyty z wpisami przypadkowych i nieprzypadkowych gości  świadczą, że nie brakuje jej bywalców, mieszkańców od jednej nocy do zasiedziałych tygodniami bieszczadników. Przychodzą tu pary zakochanych w poszukiwaniu romantycznych uniesień i samotnicy z nadzieją na ciszę i odosobnienie.  Służbowo zaglądają też pogranicznicy, przekonani że to miejsce może być też azylem dla przestępców i uchodźców zza wschodniej granicy.

Po drugiej stronie Sanu widać ukraińskie pola i lasy. Przestrzeń nie do ogarnięcia. W bieli kąpie się krajobraz jakby ukradziony z Kronik Narnijskich Levisa. Kilka żubrów przechodzi się wzdłuż ogrodzenia po ukraińskiej stronie. Zwierzęta nie potrzebują przepustek i wiz. Są wolne od granic wyznaczonych ludzkim prawem. Wokół domu olbrzymia przestrzeń, w części ogarnięta przez dorodne sosny i świerki.

Jeśli wyobrażałem sobie kiedyś raj, to dotknąłem go wzrokiem właśnie dziś.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*