03/03/11

Drobinki szczęścia tak niewielkie, że niewidoczne. Potrzeba olbrzymiego skupienia, by je dostrzec, pod powierzchnią kamiennych nieszczęść. Drobinki szczęścia tak kruche, że nietrwałe. Potrzeba wielkiej delikatności, by nie zniszczyć ich w uścisku dłoni. Potrzebujemy silnego bólu, by doświadczyć łagodności szczęścia.

Piszę z narożnika mapy, tak jak kiedyś to robił Maliszewski, albo setki innych pisarzy osadzonych poza centrum, wyrzuconych na obrzeża, z prowincji. Piszę z potrzeby serca, mało sobie robiąc z tego, że tak naprawdę piszę dla samego siebie; w osamotnieniu doświadczam miejsc i ludzi, co wokół mnie. Czytelnik, jeśli się takowy znajdzie, przychodzi i odchodzi- w swój własny świat i swoją własną rzeczywistość.

Piszę z narożnika mapy, z południowo- wschodniego krańca, ale kogo to właściwie obchodzi; nawet, gdybym pisał z północno- wschodniego, nikt by nie zauważył. W dzisiejszych czasach brakuje nam wrażliwości na drugiego człowieka, za to na swoim punkcie jesteśmy przewrażliwieni; balans jest dziś trudny do osiągnięcia, jeśli w ogóle osiągalny.

Piszę z narożnika mapy, okradając rzeczywistość z faktów i emocji, żyję poza sobą całym swoim życiem. Podglądam miejscowych wieśniaków, podsłuchuję dzieci, gdy za ścianą próbują przypomnieć sobie datę trzeciego rozbioru Polski; nie mogą zrozumieć dlaczego pamiętają dokładnie, kiedy po raz pierwszy dostali klapsa, ale do tak ważnej rocznicy nie mają głowy.

Piszę z narożnika mapy, mając innym do powiedzenia, tyle co nic. Lecz bez tego nic, nie powstałoby coś. I dlatego piszę.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*