24/03/11

Dostałem list od znajomego, który z wyraźnym zaniepokojeniem pyta czy u mnie wszystko w porządku. Mówi, że czytając moje notatki ma wrażenie, że jestem nieszczęśliwy, zupełnie pozbawiony optymizmu. Boi się, czy przypadkiem nie wpadłem w jakąś depresję. Chce pomóc, jest gotów nawet poświęcić swój czas, by mnie wyprostować, dodać otuchy, podarować odrobinę słońca.
Mam jedną, bardzo istotną wadę. Jestem jak gąbka, która nasiąka wodą, gdy się ją wrzuci do rzeki. Podobnie, gdy się mnie rzuci w wir życia, nasiąkam tym, co mnie otacza. Im więcej dobroci i szczęścia wokół, tym więcej dobroci i szczęścia we mnie. Każda niesprawiedliwość w stosunku do innego człowieka boli mnie tak samo mocno, jak własna.
Szczęście to pojęcie względne. Gdy przeglądam strony serwisów społecznościowych mam wrażenie, że ich członkowie żyją w krainie szczęśliwości. Pokazują na forum swoje nowe samochody, dzieci i żony. Chwalą się pozycją zawodową i społeczną. Nic im nie brakuje, jednak coś wyraźnie nie pasuje do tych zdjęć- prawda wcale nie tkwi w wirtualnym świecie, lecz jest obecna w rzeczywistości realnej. W realu już nie jest tak słodko.
Mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy, by zaspokoić głód szczęścia optymistów, mogę zaprzeczyć swemu szczęściu, by zadowolić pesymistów.
Prawda jest taka, że tyle we mnie szczęścia ile nieszczęścia. Takie jest prawo natury, że po przypływie następuje odpływ, po nocy zaczyna się dzień, a sen przeradza się w jawę. Ta banalna prawda uczy nas pokory wobec wydarzeń, przeciwności losu, okruchów szczęścia i klęski.
Ucieszył mnie jednak list od znajomego, bo stać go było na refleksję. To daje mi wiarę w ludzi. I w siebie.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*