01/04/11

Znowu zgubiłem kilka dni, pomyliły mi się przestrzenie i godziny, nieskutecznie próbowałem załatać uciekający czas kawałkami myśli, które jak na złość nie dały się uformować, wolały być zawiesiną w powietrzu niż cegłą w miniaturze.

Życie wypełniły banalne czynności, syzyfowe prace od rana do wieczora, spacery pod słońce, pokątne obserwacje bez wyraźnych wniosków, zabawa w berka z chytrą rzeczywistością, dyskusje na odczepnego, historie osobiste na zaczepkę.

Wiosna nie żartuje. Były już przebiśniegi i krokusy, są pokrzywy i dorodne bazie. Trawa zielenieje, aż się prosi do bosej wędrówki przez pola. W głosach ludzi też świeżość, jakby się dopiero przebudzili ze snu, słowa wydają się bardziej wyraźne, ruchy bardziej energiczne.

Próbuję przeżyć ten czas tu i teraz jak najpiękniej. To trudna sztuka nie poddać się chandrze, nie popaść w melancholię i obłęd. Cieszyć się każdą przeżytą chwilą to nie lada wyczyn, zwłaszcza, gdy mylą się dni i godziny, a każda sekunda przecieka przez palce.

Powoli szykuję się do Drogi, zbieram siły do walki z wiatrakami; wierzę w cuda, lecz najmocniej ufam Życiu.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*