Pierwsze, drugie i trzecie zabicie psa.

[wszystkie wydarzenia i postaci sa fikcyjne, nawet jesli nie sa]

…kosci zostaly rzucone… mlasnal jezykiem z zadowolenia. powachal. oblizal. zaczal obgryzac. polknal to co dalo sie polknac.nie polknal tego czego nie udalo sie polknac. to czego nie udalo mu sie polknac stanelo mu w gardle.

1.
.po raz pierwszy zobaczyl ja na czwartym pietrze instytutu rusycystyki. do dzis pamieta jej dluga czarna spodnice i biala bluzke z zagietymi za lokiec rekawami.do dzis pamieta, ze trzymala w rekach turgieniewa i nerwowo przewracala kartki. do dzis pamieta grymas na jej twarzy, gdy nagle dotknelo ja olsnienie. usmiechala sie wtedy do siebie, az jej sie nosek od tego usmiechu zadzieral. najblizszy przyjaciel zebral na jej temat garsc informacji- miala brata, wykladowce na akademii technicznej w szczecinie i siostre w milosnie starej z dzieckiem, byla najlepsza ze studentek w grupie i najbardziej obeznana z tworczoscia puszkina osoba w instytucie poza oczywiscie swietej pamieci puszkinem, ktory wisial na scianie gabinetu kierownika instytutu i az mu sie wasiki podkrecaly ze szczescia.
.niektorzy zastanawiali sie naglos co ma w sobie ta prawie rudowlosa dziewczyna z piegami na nosie, ze go tak obludnie zakrecila, zadurzyla, zapalila w nim jakis plomien.

.pozniej zaprosil ja na pierogi ruskie, ktore mu matka przyslala na swieta.

dlugo rozmawiali o niczym szczegolnym. on staral sie zaimponowac jej znajomoscia warmii, zaczerpnieta z kilkunastoletnich wydawnictw turystycznych, ktorych kompetencja juz dawno zgasla, ona pokazywala mu widokowki z pomorza zachodniego. nie wiedzial dlaczego przy otwartym prawie na osciez oknie spocil sie jak swinia.

spotykali sie codziennie na trzecim pietrze domu studenckiego lesna polana. siadali na parapecie i dzielili sie tym co im dzien przyniosl. patrzyli razem w gwiazdy na niebie a on obiecal, ze jej kiedys jedna z nich wlasnorecznie z nieba sciagnie. kiedys tak im sie w glowach mocno zakrecilo, ze zawedrowali prawie do oltarza.

.gdy go calowala w usta mocno i namietnie wiedzial ze piekniejszego aniola nigdy juz w zyciu nie spotka.

.od czasu do czasu zapraszala go na obiad. zwykly makaron z sosem smakowal jak krolewskie danie, gdy ona byla przy nim. codziennie widywali sie na wydziale, mijali na ulicy, wymieniali usmiechy w bibliotece, razem robili zakupy, wieczorem spacerowali, w nocy dzielili lozko. jej skora pachniala owocami mango.

.ktoregos dnia wyjechal do kazimierza dolnego bez uprzedzenia. chcial jej wyslac kartke z miejscowej poczty, lecz ta niestety byla zamknieta. chcial do niej zadzwonic, lecz niestety bateria wyczerpala mu sie w telefonie komorkowym. byla wsciekla, gdy odwiedzil ja wieczorem z przeprosinami. kilka dni pozniej w jej prywatnych rzeczach znalazl kartke ze zdaniem ‘ja dlugo z nim nie bede’.wiedzial ze to zly znak. po tygodniu wszystko wrocilo do normy. zyl po staremu. spotykali sie codziennie na trzecim pietrze domu studenckiego, siadali na parapecie i dzielili sie tym co im dzien przyniosl. patrzyli razem w gwiazdy na niebie, a on obiecal, ze jej kiedys jednia z nich wlasnorecznie z nieba sciagnie.codziennie widywali sie na wydziale, mijali na ulicy, wymieniali usmiechy w bibliotece, razem robili zakupy, wieczorem spacerowali, w nocy dzielili lozko. jej skora wciaz pachniala owocami mango.

.gdy jej nie bylo przy nim- tesknil. gdy byla- cieszyl sie jak dziecko. gdy wyjechal na kilka dni do domu na swieta szalal z zazdrosci, tesknoty, pisal maile, dzwonil co kilka godzin, upewnial sie ze z nia wszystko w porzadku.

.pewnej nocy przysnilo mu sie, ze urodzilo mu sie dziecko. wystraszyl sie nie na zarty. zrobil sobie nawet rachunek sumienia. zaczal sie zastanawiac kiedy do tego doszlo i czy bylo to mozliwe, przegladal strony internetowe, ksiazki, poradniki na temat zycia plciowego kobiet. nie mogl spac. rzadziej sie do niej odzywal. nie dzielil z nia juz tak czesto lozka jak dawniej.

.kochaniutki nie musisz sie obawiac nie bedziesz mial dzidziusia.

.rozstali sie na wzgorzu. gwiazdy swiecily tego dnia jasniej niz kiedykolwiek. gwiazdy byly tego dnia na wyciagniecie reki. lecz on ani nie wyciagnal po nie reki ani ich dla niej z nieba nie sciagnal. podarowala mu bukiet bzow na pozegnanie. wiedziala ze uwielbia zapach bzow. tej nocy jednak bzy nie pachnialy jak dawniej. nic nie bylo takie same jak dawniej. lozko uwieralo mu w plecy, herbata nie smakowala, lzy same splywaly po policzkach, slowa grzezly w gardle.

.nie spotykali sie juz codziennie na trzecim pietrze domu studenckiego lesna polana. nie siadali razem na parapecie.nie dzielili sie razem tym co im dzien przyniosl. nie proponowal jej gwiazdy z nieba, a ona nie calowala go w usta. nie dzielili juz lozka, nie wymieniali usmiechow w bibliotece. od tamtego czasu znienawidzil wszystkie biblioteki.

.czasem zastanawial sie naglos co miala w sobie ta prawie rudowlosa dziewczyna z piegami na nosie , ze go tak obludnie zakrecila, zadurzyla, zapalila w nim jakis plomien.

.i dlaczego jakis plomien tak nagle zgasl.

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*