<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Bogdan Miklusz</title>
	<atom:link href="http://miklusz.com/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://miklusz.com</link>
	<description>s t r o n a _ o f i c j a l n a</description>
	<lastBuildDate>Sun, 08 Jan 2012 09:21:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>06/01/12</title>
		<link>http://miklusz.com/060112</link>
		<comments>http://miklusz.com/060112#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jan 2012 12:44:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2894</guid>
		<description><![CDATA[wigilia na wiarę. od ryby po grecku i niemego karpia, od kutii i grochu z kapustą. od historii dłubanej latami w starożytnych księgach, od czasu, gdy naiwne dziecko ma więcej radości niż sceptyczny dorosły. od ducha wspólnej kolędy w powietrzu i zapachu przypraw. nie uczestniczę w sporze o istnienie Boga; nie kłócę się o prawdę. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>wigilia na wiarę. od ryby po grecku i niemego karpia, od kutii i grochu z kapustą. od historii dłubanej latami w starożytnych księgach,  od czasu, gdy naiwne dziecko ma więcej radości niż sceptyczny dorosły. od ducha wspólnej kolędy w powietrzu i zapachu przypraw. </p>
<p>nie uczestniczę w sporze o istnienie Boga; nie kłócę się o prawdę. wiara jest punktem odniesienia; kierunkiem w drodze do szczęścia. nie szukam jedynej twarzy Boga, raczej patrzę w oczy każdej z nich. jeśli wigilia jest jedynie tradycją, chrześcijaństwo umarło tysiące lat temu. </p>
<p>wigilia na wiarę w człowieka. w dobro ludzkiej natury, w czas przebaczenia i duchowej odnowy. wigilia na wiarę w pomocną dłoń, gdy się upadło- by powstać. </p>
<p>wigilia to chwila prawdy. przed samym sobą żadne kłamstwo nie ma prawa się ukryć. wigilia na wiarę w nadzieję, że wciąż trwa cud przemiany; </p>
<p>bóg bez człowieka, byłby nikim- samym sobą w swojej samotności bytu. człowiek bez boga jest jak strącona łódź, bez wiatru w żaglach; zostawiony bez opieki na pohybel losu.</p>
<p>wigilia na wiarę modlitwy. wiarę od słowa do słowa; od nowa.  </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/060112/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>01/01/12</title>
		<link>http://miklusz.com/nowyrok</link>
		<comments>http://miklusz.com/nowyrok#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 01 Jan 2012 21:37:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2882</guid>
		<description><![CDATA[Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to jedyne miejsce, w ktorym czuje sie bezpiecznie; znam kazdy zakamarek minionego czasu, kazda przebyta sciezke i droge, kazda bezpowrotna chwile. Nudzi mnie szara [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to jedyne miejsce, w ktorym czuje sie bezpiecznie; znam kazdy zakamarek minionego czasu, kazda przebyta sciezke i droge, kazda bezpowrotna chwile. </p>
<p>Nudzi mnie szara codziennosc, ale nie potrafie postawic kroku naprzod. Lek zamyka mi usta, obezwladnia, zniewala. Ryzyko, ktore jeszcze kilka lat temu pobudzalo mnie do dzialania, dzis jest zbyt wielkie nawet zeby o nim myslec. Nie mam wiec planow na przyszlosc, moze jedynie skrywane nadzieje, ze tu i teraz da sie spokojnie ogarnac. </p>
<p>Smutny tekst noworoczny. Kazdy poczatek nowego roku zamiast byc poczatkiem nowego zycia, jest dzis koncem starego- a do smierci zawsze blizej niz dalej. </p>
<p>Mimo wszystko probuje obudzic w sobie optymiste. Zamykam oczy, gleboko zaciskam powieki, probujac wydobyc z siebie kolory teczy. Barwy rodza sie powoli, ospale ukladaja sie w koncu w jakis obraz nie do wiary. </p>
<p>Dom u podnoza gor. Ogrod pelen kwiatow, drzew i krzewow, warzywna rabatka, przestrzen pachnaca ziolami. Dom otwarty na gosci, kominek pelen ognia, koza na pastwisku. Kolo garncarskie w kacie, wiklina na strychu. Dzwiek gitary i rozmowy przy domowym winie do czwartej nad ranem. Wspolnota ludzi bliskich i dalekich, dzielmy sie soba jak chlebem, dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba. Chichot dzieci stad i stamtad, buszujacy w zbozu. Dotyk zycia; tak niewiele trzeba do szczescia.</p>
<p>Naiwnie zanurzam sie w obraz; staje sie obrazem. Dotyk barwy; tak niewiele trzeba by pomalowac sobie swiat na kolorowo. Wystarczy tylko zamknac oczy, mocno zacisnac powieki i cierpliwie dac sie uwiesc chwili.<br />
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 560px"><img alt="" src="https://lh4.googleusercontent.com/-DfgG2kGEdw4/Ts6kX4zWduI/AAAAAAAAJDc/M48nx3-vMRo/s640/PB170434.JPG" title="Etnochata. Projekt w budowie. " width="550" height="450" /><p class="wp-caption-text">Etnochata. Projekt terenowy.</p></div>   </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/nowyrok/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>31/12/11</title>
		<link>http://miklusz.com/311211</link>
		<comments>http://miklusz.com/311211#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 11:38:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2860</guid>
		<description><![CDATA[Cisza nie ta. W rytmie petard i iluminacji ognia. Refleksja nad śmiercią każdej sekundy; wewnątrz czasu jest jeszcze miejsce na nadzieję. To, co przeminęło, nie odeszło- szczątki wspomnień, urywki słów, fragmenty fotografii zapodziały się w myślach przez długie godziny, zagnieździły na stałe w osobistej historii na przyszłość. Był Nowy Rok w Polańczyku w śniegu po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cisza nie ta. W rytmie petard i iluminacji ognia. Refleksja nad śmiercią każdej sekundy; wewnątrz czasu jest jeszcze miejsce na nadzieję. </p>
<p>To, co przeminęło, nie odeszło- szczątki wspomnień, urywki słów, fragmenty fotografii zapodziały się w myślach przez długie godziny, zagnieździły na stałe w osobistej historii na przyszłość. Był Nowy Rok w Polańczyku w śniegu po kolana, potem styczniowa hosanna u Amoka w Polanie, Kroniki Bieszczadzkie w Lutowiskach, noc na odludziu pod ostrzałem gwiazd w Dydiowej, wizyta w Komańczy, kawa w Dukli, wiosna w Ciężkowicach i wielkanoc w Bristolu. Potem Londyn od zachodu na wschód, kawałek Indii w sercu Anglii. I Etnochata prawie na koniec roku, taka mała atlantyda na przyszłość. </p>
<p>Byli ludzie to tu to tam, jedni bardziej ludzcy inni mniej, były chwile rozpaczy i przebłyski radości. </p>
<p>Były rzeczy niedokończone, nieprzewidziane, były plany niedorzeczne. </p>
<p>Dogoniliśmy czas,by go wypuścić w nieznane. Czekając na jakąś przyszłość- z tego lub nie z tego świata. </p>
<p><a href="http://miklusz.com/wp-content/uploads/2012/01/168476_185957624764634_100000511930196_627177_4729975_n.jpg"><img src="http://miklusz.com/wp-content/uploads/2012/01/168476_185957624764634_100000511930196_627177_4729975_n-300x225.jpg" alt="" title="Polańczyk2011" width="600" height="400" class="aligncenter size-medium wp-image-2861" /></a></p>
<p><a href="http://miklusz.com/wp-content/uploads/2011/12/171234_198483363512060_100000511930196_716322_2193214_o.jpg"><img src="http://miklusz.com/wp-content/uploads/2011/12/171234_198483363512060_100000511930196_716322_2193214_o-1024x768.jpg" alt="" title="Polana2011" width="600" height="400" class="aligncenter size-large wp-image-2865" /></a><br />
<img src="https://lh3.googleusercontent.com/-zJfrjftcVto/TaK5wfkHHTI/AAAAAAAAIoU/7a8vpVya-fo/s640/DSCI3014.JPG" width="600" height="400"/></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/311211/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>04/04/11</title>
		<link>http://miklusz.com/040411</link>
		<comments>http://miklusz.com/040411#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Apr 2011 10:22:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[kontemplacja]]></category>
		<category><![CDATA[rutyna]]></category>
		<category><![CDATA[rzeczywistość]]></category>
		<category><![CDATA[świątynia]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2777</guid>
		<description><![CDATA[Jestem świadkiem codzienności. Mijam ludzi na ulicy, podglądam sąsiadów, podsłuchuję dialogów kobiet w sklepie, obserwuję pracujących mężczyzn w ogrodzie, bawiące się dzieci na podwórkach, przedrzeźniam agresywne psy, głaskam koty przybłędy. Życie toczy się mimochodem, powoli. Coraz częściej dostrzegam w tym jakiś nieokiełznany cud, banalne czynności i rutyna są w stanie przewrócić świat do góry nogami. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem świadkiem codzienności. Mijam ludzi na ulicy, podglądam sąsiadów, podsłuchuję dialogów kobiet w sklepie, obserwuję pracujących mężczyzn w ogrodzie, bawiące się dzieci na podwórkach, przedrzeźniam agresywne psy, głaskam koty przybłędy. Życie toczy się mimochodem, powoli. Coraz częściej dostrzegam w tym jakiś nieokiełznany cud, banalne czynności i rutyna są w stanie przewrócić świat do góry nogami. </p>
<p>W kościele kontempluję obraz Jezusa Miłosiernego. Oswajam swojego Boga w zimnych murach świątyni, w samotności szukam znaków cudu.  Święci wciąż nieugięci, milczą; tylko wiatr psotnik, od czasu do czasu przepłoszy samotną muchę. </p>
<p>Zagryzam rzeczywistość tabliczką czekolady, trochę słodkości na pewno nie zaszkodzi, czytam notatki z przeszłości, szukam podobieństw światów. Piszę pod prąd, jakby wbrew sobie, czasem potrzebuję takiego ćwiczenia charakteru. To nie lada wyczyn opuścić siebie na jakiś czas i spojrzeć na świat z innej perspektywy. </p>
<p>Odkrywam, że powtarzam całe fragmenty życia, nawet język pozostaje tylko kopią wypowiedzianych wcześniej słów, milczenie nie zmienia charakteru, a ciało ciągle powtarza tę samą choreografię. Gapię się na siebie w lustrze, uśmiechając się prosto w twarz. </p>
<p>Bo rzeczy mają się dobrze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/040411/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>03/04/11</title>
		<link>http://miklusz.com/030411</link>
		<comments>http://miklusz.com/030411#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Apr 2011 10:18:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[Agnieszka Szuma]]></category>
		<category><![CDATA[ciężkowice]]></category>
		<category><![CDATA[dom]]></category>
		<category><![CDATA[Kąśna Dolna]]></category>
		<category><![CDATA[mała ojczyzna]]></category>
		<category><![CDATA[obiad]]></category>
		<category><![CDATA[pamięć]]></category>
		<category><![CDATA[pożegnanie]]></category>
		<category><![CDATA[rozmowa]]></category>
		<category><![CDATA[ślady]]></category>
		<category><![CDATA[spacer]]></category>
		<category><![CDATA[syn marnotrawny]]></category>
		<category><![CDATA[Zespół Pałacowy Paderewskiego]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2775</guid>
		<description><![CDATA[Spacer do Kąśny Dolnej, pod słońce i za rękę. Niedzielne popołudnie w Parku Paderewskiego, obiad w restauracji w Ciężkowicach. Rosół i barszcz czerwony smakuje znakomicie, naleśniki z serem i pieczarkami na długo żegnają uczucie głodu. Rozmowy o sprawach wielkich i przyziemnych, pomysły na życie wcale nie są proste. Zostawiam ślady na ścieżkach i wąskich dróżkach, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spacer do Kąśny Dolnej, pod słońce i za rękę. Niedzielne popołudnie w Parku Paderewskiego, obiad w restauracji w Ciężkowicach. Rosół i barszcz czerwony smakuje znakomicie, naleśniki z serem i pieczarkami na długo żegnają uczucie głodu. Rozmowy o sprawach wielkich i przyziemnych, pomysły na życie wcale nie są proste. </p>
<p>Zostawiam ślady na ścieżkach i wąskich dróżkach, żal mi będzie wyjeżdżać z tego miejsca; zdążyłem się z nim zaprzyjaźnić, poznać wzdłuż i wszerz. Nauczyłem się nazw ulic na pamięć, rozpoznawać ludzi po głosie, wiem, gdzie można kupić najtańszy cukier i najlepszą rzodkiewkę, gdzie najlepiej zjeść i gdzie lepiej nie wchodzić, bo niesmacznie i drogo. Bezbłędnie jestem w stanie podać godziny niedzielnych nabożeństw i odjazdów autobusów państwowych i prywatnych busów. Mógłbym założyć jednoosobową informację turystyczną, rysować mapy okolicy dla zagubionych turystów i dokładnie określić położenie każdej przydrożnej ciężkowickiej kapliczki. </p>
<p>Dopisuję kolejne miejsce na liście małych ojczyzn- to punkty na mapie, do których się wraca nie tylko z ochotą, ale i z miłością, które na trwałe zapisują się w duszy, jak blizny. To udomowiona przestrzeń, wewnątrz cudzego świata. </p>
<p>Z drugiej strony trzeba czasem odejść, by poczuć pełnię powrotu. Jak marnotrawny syn doświadczyć cudownego nawrócenia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/030411/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>02/04/11</title>
		<link>http://miklusz.com/020411</link>
		<comments>http://miklusz.com/020411#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Apr 2011 09:25:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[argument]]></category>
		<category><![CDATA[człowiek]]></category>
		<category><![CDATA[doświadczenie]]></category>
		<category><![CDATA[Fromm]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[intymność]]></category>
		<category><![CDATA[Kreczmer]]></category>
		<category><![CDATA[kłótnia]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[podświadomość]]></category>
		<category><![CDATA[polityczna poprawność]]></category>
		<category><![CDATA[prawda]]></category>
		<category><![CDATA[przyjaźń]]></category>
		<category><![CDATA[racja]]></category>
		<category><![CDATA[relacje]]></category>
		<category><![CDATA[retoryka]]></category>
		<category><![CDATA[samotność]]></category>
		<category><![CDATA[spór]]></category>
		<category><![CDATA[świadomość]]></category>
		<category><![CDATA[życie wewnętrzne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2770</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli nie mamy prawdziwych przyjaciół, próbujemy sobie ich stworzyć. Otaczamy się coraz większą ilością ludzi i wmawiamy sobie, że już nie jesteśmy samotni. Dopiero, gdy uświadomimy sobie, jak mało nas łączy, przeżywamy rodzaj pourazowej traumy; prawda w oczy kole mocniej niż róża- zdajemy sobie sprawę, jak bardzo jesteśmy od siebie daleko. Dziś, jak nigdy dotąd, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli nie mamy prawdziwych przyjaciół, próbujemy sobie ich stworzyć. Otaczamy się coraz większą ilością ludzi i wmawiamy sobie, że już nie jesteśmy samotni. Dopiero, gdy uświadomimy sobie, jak mało nas łączy,  przeżywamy rodzaj pourazowej traumy; prawda w oczy kole mocniej niż róża- zdajemy sobie sprawę, jak bardzo jesteśmy od siebie daleko.  Dziś, jak nigdy dotąd, potrzebujemy przewartościowania naszych relacji, w przeciwnym razie któregoś dnia obudzimy się na pustyni, gdzie jedyną formą życia będzie fatamorgana.</p>
<p>Czytam <em>Podróż</em> Kreczmera, moją uwagę przyciąga też tekst <em>Posiadanie i bycie </em>Ericha Fromma, z ostatniego numeru „Leśna Polana”. Dużo wspólnych poglądów, ale i doświadczeń. Niezliczone przykłady de ja vie; dowody na to, że życie toczy się w zamkniętym obwodzie i choć nurt naszej historii zmienia się i przekształca, koryto przez które płynie pozostaje to samo. </p>
<p>Od czasu do czasu dopada mnie potrzeba <em>kłótni</em>. Poprawność polityczna każe mi użyć tu słowa <em>spór</em>, które wydaje się łagodniejsze w brzmieniu i w treści. Język zarezerwował jednak to znacznie dla filozofów i polityków, nie ma więc mowy by chłop z chłopem wszczynał<em> spór,</em> to określenie jakby na wyrost, nie pasujące do wiejskiego krajobrazu. <em>Spory</em> jednak ograniczają się do argumentów, kłótnie niejednokrotnie do użycia siły i obrazy oponenta. Zarówno<em> spór</em>, jak i <em>kłótnia</em> mają wspólny cel- prezentację swoich racji, udowodnienie, że prawda jest po mojej stronie. Wszystko byłoby w miarę w porządku, gdybyśmy koncentrowali się na merytorycznej dyskusji, coraz częściej jednak do głosu dochodzą emocje i zranione uczucia którejś ze stron, wtedy wszystko jakby na złość wymyka się spod kontroli- bo o ile świadomość łatwa jest do opanowania, to podświadomość już do prostej nie należy. <em>Kłótnia</em> wykracza więc znaczeniem poza <em>spór</em>, jest wynikiem wojny retorycznej i wojny hormonów, niejednokrotnie doprowadza do osobistej tragedii, staje się przyczyną konfliktu. Pisząc więc, że od czasu do czasu dopada mnie potrzeba <em>kłótni</em>, używam właściwego pojęcia, po prostu chcę wyrzucić z siebie całą masę nagromadzonych w stosunku do ludzi odczuć i emocji, dać im mocno w twarz, pozwolić im odczuć jak bardzo niesprawiedliwie mnie potraktowali, jak bardzo się mylą albo jakimi są chamami. Tak po chłopsku, z prawdziwego zdarzenia, oko za oko, ząb za ząb. A jeśli ktoś jest bez grzechu, niech pierwszy uderzy kamieniem.</p>
<p>Piszę tekst o miłości, trudny temat, bo intymny i osobisty; zdaję sobie sprawę, że można przecież ten wątek wyrzucić, pozbyć się go jednocześnie czyniąc go bardziej obiektywnym, ale bez osobistych wątków nie ma prawdziwych historii. </p>
<p>Prawdziwe życie toczy się w nas i wokół nas, inne przestrzenie to tylko kopia cudzych przeżyć. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/020411/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>01/04/11</title>
		<link>http://miklusz.com/010411</link>
		<comments>http://miklusz.com/010411#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Apr 2011 08:46:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[codzienność]]></category>
		<category><![CDATA[czas]]></category>
		<category><![CDATA[melancholia]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2768</guid>
		<description><![CDATA[Znowu zgubiłem kilka dni, pomyliły mi się przestrzenie i godziny, nieskutecznie próbowałem załatać uciekający czas kawałkami myśli, które jak na złość nie dały się uformować, wolały być zawiesiną w powietrzu niż cegłą w miniaturze. Życie wypełniły banalne czynności, syzyfowe prace od rana do wieczora, spacery pod słońce, pokątne obserwacje bez wyraźnych wniosków, zabawa w berka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Znowu zgubiłem kilka dni, pomyliły mi się przestrzenie i godziny, nieskutecznie próbowałem załatać uciekający czas kawałkami myśli, które jak na złość nie dały się uformować, wolały być zawiesiną w powietrzu niż cegłą w miniaturze. </p>
<p>Życie wypełniły banalne czynności, syzyfowe prace od rana do wieczora, spacery pod słońce, pokątne obserwacje bez wyraźnych wniosków, zabawa w berka z chytrą rzeczywistością, dyskusje na odczepnego, historie osobiste na zaczepkę. </p>
<p>Wiosna nie żartuje. Były już przebiśniegi i krokusy, są pokrzywy i dorodne bazie. Trawa zielenieje, aż się prosi do bosej wędrówki przez pola. W głosach ludzi też świeżość, jakby się dopiero przebudzili ze snu, słowa wydają się bardziej wyraźne, ruchy bardziej energiczne. </p>
<p>Próbuję przeżyć ten czas tu i teraz jak najpiękniej. To trudna sztuka nie poddać się chandrze, nie popaść w melancholię i obłęd.  Cieszyć się każdą przeżytą chwilą to nie lada wyczyn, zwłaszcza, gdy mylą się dni i godziny, a każda sekunda przecieka przez palce. </p>
<p>Powoli szykuję się do Drogi, zbieram siły do walki z wiatrakami; wierzę w cuda, lecz najmocniej ufam Życiu. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/010411/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>[o szczęściu i nie]</title>
		<link>http://miklusz.com/o-szczesciu-i-nie</link>
		<comments>http://miklusz.com/o-szczesciu-i-nie#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Mar 2011 07:27:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2766</guid>
		<description><![CDATA[Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma rzekami, żyła sobie dziewczynka. Tak z reguły zaczynają się wszystkie bajki, które pamiętamy z dzieciństwa. Nie zdajemy sobie sprawy, jak dobra jest nasza pamięć, bo w większości przypadków postrzegamy szczęście w kategoriach bajkowego raju. Podświadomie dążymy do szczęścia, które wyidealizowała dziecięca historia, szukamy punktu zaczepienia w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma rzekami, żyła sobie dziewczynka. Tak z reguły zaczynają się wszystkie bajki, które pamiętamy z dzieciństwa. Nie zdajemy sobie sprawy, jak dobra jest nasza pamięć, bo w większości przypadków postrzegamy szczęście w kategoriach bajkowego raju. Podświadomie dążymy do szczęścia, które wyidealizowała dziecięca historia, szukamy punktu zaczepienia w baśniowej teorii prawdy.</p>
<p>Potem następuje zderzenie z rzeczywistością. Dotyka nas klęska za klęską, a my podświadomie czekamy na szczęśliwe zakończenie. Wierzymy tak bardzo w dziecięcą prawdę o szczęściu, że nie robimy nic. Czekając dochodzimy do wniosku, że w dzieciństwie nas oszukano, że nie ma żadnej dobrej wróżki, żadnego księcia z bajki, żadnej boskiej sprawiedliwości. Jesteśmy tak zniechęceni, że nie staramy się już o szczęście, a ono przechodzi obok. Pozostaje nam zazdrościć innym szczęścia; od tamtej chwili każdy własny sukces będzie odniesieniem do cudzego sukcesu, własne szczęście stanie się pogonią za cudzym szczęściem. I ani się obejrzymy, gdy zostanie z nas tylko garść cudzego popiołu. </p>
<p>Często boimy się szczęścia, bo nie spełnia ono naszych oczekiwań. Jeszcze gorzej jest wtedy, gdy boimy się szczęścia, bo nie spełnia ono oczekiwań innych. Okazuje się, że wcale nie jesteśmy tacy elastyczni jak nam się wcześniej wydawało, lubimy sobie ponarzekać, bo przecież zawsze może być lepiej, doskonalej. Tracimy czas i energię na zbędne wybory, zbyt często osądzamy, zbyt mało w nas ochoty do podjęcia ryzyka. </p>
<p>Szczęście to forma względnej abstrakcji, kształtowanej przez postawę społeczną, media, modę, tradycję i autorytet. Jeszcze pięć lat temu na pytanie Co sprawia, że jesteś szczęśliwy? ponad trzy czwarte ankietowanych na pierwszym miejscu umieściła rodzinę, dziś tylko trzydzieści osiem procent  pytanych miała takie samo zdanie.  Jedna czwarta respondentów odpowiedziała, że szczęście dają im pieniądze, chociaż z pewnością byłoby ich więcej, gdyby nie przysłowie, które zabrania nam tak myśleć; kto wie, być może za kilka lat stać ich będzie na prawdę. Nawet tę niezbyt chlubną. </p>
<p>To, że pieniądze dają szczęście łatwo jest jednak udowodnić. Znowu odwiedzę kilka serwisów społecznościowych, zaglądając do setek albumów fotograficznych i wpisów na blogach.  Jeden ze znajomych zamieścił zdjęcie swojego nowego samochodu, spodobało się to aż dziewięćdziesięciu osobom, ale najwięcej frajdy dało zapewnie właścicielowi. Nie byłoby jednak samochodu, gdyby nie było pieniędzy (chyba, że mamy do czynienia ze spadkiem, ale to najwyraźniej nie ten przypadek), pieniądze zaś przyniosły szczęście właścicielowi nowej Toyoty. Z drugiej strony nie byłoby pieniędzy, gdyby ów posiadacz nowego samochodu nie miał pracy. Rzecz w tym, że dla właściciela pojazdu, praca nie ma aż takiego znaczenia, nie znalazłem bowiem ani jednego słowa o tym, że znajomy kocha swój zawód, rozwija się, ma dobre stosunki z kolegami i szefostwem. Samochód to coś namacalnego, coś czym się można pochwalić. Szczęście ma większą wartość, gdy można się nim pochwalić przed innymi. </p>
<p>Na innym profilu, dla odmiany, ktoś zamieścił zdjęcie swego dziecka, spodobało się to trzydziestu dwu osobom, ale przyniosło też siedemnaście pozytywnych komentarzy.  Oto maluch stał się obiektem westchnień, a matka zaczerpnęła z tego zadowolenie i radość. Z pewnością ma do tego prawo, jednak zadajmy sobie pytanie, czy matka cieszyłaby się równie mocno, gdyby zdjęcia nie zamieściła, albo trzydzieści dwie osoby krytycznie oceniłoby jej malucha?   Czy ta ocena nie wpłynęłaby na postrzeganie własnej pociechy? I czy cieszyłaby się równie mocno, gdyby urodziła dziecko niepełnosprawne? Czy umieściłaby jego wizerunek w serwisie społecznościowym?</p>
<p>Julia Cameron w swojej książce „Droga Artysty. Duchowa ścieżka do większej kreatywności” proponuje zabawę w budowanie własnego szczęścia. W tym celu każe czytelnikowi choć na chwilę wcielić się w postać dziecka. Do eksperymentu potrzebuję kolorowe gazety, arkusz papieru, klej, nożyczki i wszelkie dodatki, które znajdę na swoim biurku. Rzadko ulegam nieznajomym, jednak tym razem decyduję się wziąć udział w zabawie. Gromadzę potrzebne materiały i biorę się do roboty. Z kolorowych magazynów wycinam obrazki, których treść wyraźnie sprawia mi przyjemność; naklejam je później na kartkę papieru formatu A3, tworząc coś w rodzaju artystycznego kolażu. Po godzinie mam przed oczyma swoje szczęście, nie mogę uwierzyć, że potrafiłem je tak łatwo zdefiniować. </p>
<p>Ale konfrontacja z własnym szczęściem nie wystarczy, by być szczęśliwym. Trzeba jeszcze w nie uwierzyć. Przestać traktować je jako dalekie marzenie, przyjmować je raczej jakby było realną materią, która dojrzewa na naszych oczach. Wtedy każda klęska przestaje mieć znaczenie, jest tylko zadrą, którą łatwo się pozbyć. Wbrew pozorom wiara w szczęście wcale nie jest prosta. Żyjąc wśród nieszczęśników, trudno cieszyć się słońcem. Upór i praca z pewnością stają się tu pomocnym narzędziem. </p>
<p>Wróćmy jednak do wyników sondy na temat postrzegania szczęścia przez Polaków. Duży odsetek pytanych wskazał miłość jako źródło szczęścia; niestety i tu mamy do czynienia z pojęciem abstrakcyjnym, bo gdyby się bliżej przyjrzeć, tak naprawdę miłość definiujemy jako poczucie bezpieczeństwa, fizycznej i psychicznej bliskości oraz zrozumienia. Co więcej, poczucie bezpieczeństwa stanęło na szczycie pojęć użytych do zdefiniowania miłości. Czym jest więc owo poczucie bezpieczeństwa? Z jednej strony z pewnością zapewnieniem o bezgranicznej miłości, gwarancją lojalności i wierności, z drugiej potrzebą zapewnienia o bezpieczeństwie fizycznym i finansowym partnerów, gwarancją godnego życia rodziny. Tak, miłość jest dziś szczęściem wyjątkowym, wartością nadrzędną. W dobie mody na karierę, sukces, wolność, niezależność rzeczywiście musi się ona zacięcie bronić, w przeciwnym razie pozostanie jedynie w sferze marzeń. Jak pisze Zygmunt Bauman w jednym ze swoich szkiców, dożyliśmy czasów, gdy mamy coraz więcej nocnych koszmarów, znaków zapytania; nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy następnego dnia będziemy w związku z kimś, kogo znamy od lat, czy nie zostawi nam liściku na pożegnanie z podziękowaniem za wspólnie spędzony czas, bo właśnie znalazł sobie nowe szczęście? Co ciekawe, w żaden sposób nie możemy mu tego zabronić, byłoby to ingerencją w jego niezależność i wolność, w jego rozumienie szczęścia. Ta niepewność jest naszym koszmarem. Miłość staje się cierpieniem, a to nie napawa optymizmem.</p>
<p>Pozostają nam jeszcze małe, codzienne szczęścia, które wbrew pozorom nie zależą od naszych emocji, stanów i lęków, są wytworem chwili, chichotem losu. Mają niestałą strukturę, równie szybko przychodzą jak odchodzą; nie można im jednak niczego zarzucić. Małe szczęścia po trochę dodają nam siły, po trochę karmią nas optymizmem i nadzieją. Ale nie dają gwarancji. Nie zapewnią świetlanej przyszłości, bo dla nich przyszłość nie istnieje, nie załatwią nam emerytury, bo są wiecznie młode. Nie przyniosą zysku, bo są krótkoterminowe, nie będą lojalne i wierne, bo mają prawo do niestałości. Są słodkie jak chwila, ale nie dają nam pewności, że osłodzą nam lata. Warto więc zwracać uwagę na takie szczęście? Kruche i delikatne? Z niskiej półki, chwilowe? </p>
<p>Chyba nie ma recepty na szczęście. Są jednie drogi i ścieżki, aleje i ulice, które prowadzą do szczęścia. I tylko umiejętność czytania mapy wskaże nam właściwy kierunek ku życiu. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/o-szczesciu-i-nie/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>27/03/11</title>
		<link>http://miklusz.com/270311</link>
		<comments>http://miklusz.com/270311#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Mar 2011 08:10:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[ciężkowice]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[głód]]></category>
		<category><![CDATA[kościół]]></category>
		<category><![CDATA[miłość]]></category>
		<category><![CDATA[starość]]></category>
		<category><![CDATA[teologia]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna]]></category>
		<category><![CDATA[zakupy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2763</guid>
		<description><![CDATA[Klęczę na jednym kolanie, tyle dziś zostało przestrzeni w zimnym, wypełnionym po brzegi kościele. Obserwuję kilkoro dzieci w bocznej nawie, toczą się tam ciekawe zaloty, chłopczyk stuka palcem dziewczynkę po głowie, ona ciągnie go za rękaw, a potem chodzi za nim krok w krok, jak cień. Ksiądz w konfesjonale przez pół godziny czeka na jakąś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Klęczę na jednym kolanie, tyle dziś zostało przestrzeni w zimnym, wypełnionym po brzegi kościele. Obserwuję kilkoro dzieci w bocznej nawie, toczą się tam ciekawe zaloty, chłopczyk stuka palcem dziewczynkę po głowie, ona ciągnie go za rękaw, a potem chodzi za nim krok w krok, jak cień. Ksiądz w konfesjonale przez pół godziny czeka na jakąś spowiedź, w międzyczasie czytając wykłady z teologii pastoralnej. </p>
<p>Po wczorajszej wizycie zimy, znowu wróciła wiosna. Gubię się w obliczeniach ile to już razy w tym roku wiosna toczyła walkę z zimą, wnioskuję więc, że niemało, bo jakże inaczej. Jest w powietrzu jakaś świeżość, która czyści każdą myśl z kurzu, dodaje życiowej energii i rozluźnia. Prostuję kości, ćwiczę pamięć. </p>
<p>Przy supermarkecie jestem świadkiem nieoczekiwanego zdarzenia, ekspedientki wyrzucają do śmietnika ponad dziesięć bochenków chleba, trochę mandarynek, pomidorów, ogórków i całą masę sałaty.  Próbuję się pozbierać, wytłumaczyć, że tak trzeba, ale jakoś nie potrafię wmówić sobie kłamstwa. Przechodzę jednak obojętnie i udaję, że nic się nie stało. </p>
<p>W pokoju numer trzy mieszka pani, która pachnie starością. Zaznacza swoje miejsce zawiesiną przeterminowanego powietrza; jest kobietą co najmniej dziwną- ukrywa się w swoim pokoju przez większość dnia, mało mówi, nie szuka zaczepki, nawet posiłki jada w sypialni, a do kuchni zagląda tylko wtedy, gdy potrzebuje wrzątku. Nie mam pojęcia kim jest, skąd przyszła i dokąd zmierza. Czasem jednak mam ochotę zapytać. </p>
<p>Słońce trzyma się dzielnie; w nagrodę za męstwo otrzymało dodatkową godzinę na szczęście.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/270311/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>[o pisaniu]</title>
		<link>http://miklusz.com/o-pisaniu</link>
		<comments>http://miklusz.com/o-pisaniu#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Mar 2011 11:04:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Bogdan Miklusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>
		<category><![CDATA[autor]]></category>
		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[miklusz]]></category>
		<category><![CDATA[pamiętnik]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>
		<category><![CDATA[twórczość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://miklusz.com/?p=2756</guid>
		<description><![CDATA[Nie mam wątpliwości, że wszystko zaczęło się od dnia, kiedy przywieziono mnie ze szpitala i po raz pierwszy przekroczyłem próg swojego domu. Zwykło się wtedy kłaść na progu coś symbolicznego, coś, co będzie później odgrywało olbrzymią rolę w życiu nowonarodzonego dziecka. W moim wypadku była to kartka i długopis, przedmioty, które babka starannie wpisała w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie mam wątpliwości, że wszystko zaczęło się od dnia, kiedy przywieziono mnie ze szpitala i po raz pierwszy przekroczyłem próg swojego domu. Zwykło się wtedy kłaść na progu coś symbolicznego, coś, co będzie później odgrywało olbrzymią rolę w życiu nowonarodzonego dziecka. W moim wypadku była to kartka i długopis, przedmioty, które babka starannie wpisała w moją przyszłość.  Ludowy zabobon, okazał się na tyle silny, że realny- od tamtego czasu opisywanie świata stało się u mnie sprawą naturalną i oczywistą. </p>
<p>Nie byłem geniuszem, pisać nauczyłem się w wieku siedmiu lat i żaden grafolog nie przepowiadał mi świetlanej przyszłości. Jedynym elementem wyróżniającym mnie spośród innych dzieci, był fakt, że uwielbiałem godzinami przesiadywać przy stole przepisując całe zdanie z książek, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Byłem wtedy wyjątkowo skupiony i denerwowałem się, jeśli ktoś próbował mi przerwać moją sesję nad kartką papieru. Nie pozostawało to bez wpływu na moją pamięć, bez problemu zapamiętywałem nawet kilkunastostronicowe dialogi, w szkolnych przedstawieniach dawano mi najdłuższe role. </p>
<p>Uwielbiałem pisać listy i pisałem ich dziesiątki tygodniowo, każdy po kilka stron, albo więcej. Miały dla mnie przede wszystkim terapeutyczną wartość, pozwalały wyzwolić się z emocji, otworzyć na świat, zdobyć przyjaciół. Z pewnością były pomocne w prywatnych problemach osobistych i rodzinnych, świadomość wysłuchania przez korespondencyjnego przyjaciela dawała otuchy, zmniejszała lęk i ból. Przez wiele lat prowadziłem tego typu dyskusję, walcząc piórem z codzienną chandrą i wrogością otoczenia. Miałem setki korespondencyjnych aniołów i żadnego realnego, dla którego mógłbym otworzyć gębę i serce.  Zmieniło się to parę lat później, gdy zaproponowałem kilku osobom z klasy wymianę prywatnej korespondencji; pomysł miał uratować wzajemne relacje, wyczulić na indywidualne potrzeby, scalić nas w bardziej zgraną, rozumiejącą się grupę młodych ludzi. Była to właściwie w tamtym czasie ostatnia deska ratunku i każdy pomysł wydawał się dobry.  Okazało się, że pomysł okazał się nie tylko dobry, ale wręcz znakomity. Spośród dwudziestu osób w grupie tylko pięć nie uczestniczyło w dyskusji. Listy pokazały, że wcale nie jesteśmy sobie obcy, że doświadczamy podobnych uczuć i lęków, mamy podobne problemy i potrzeby. To pisanie to była piękna szkoła przyjaźni, nie tylko wzmocniła więzi między nami, ale także dodała nam odwagi do wzajemnych otwartych i pełnych zaufania rozmów, zbudowała wspólnotę na tyle silną, by była w stanie dalej funkcjonować w szkole i poza nią. </p>
<p>Wiersze zacząłem pisać z potrzeby serca. Nie miałem jeszcze pojęcia o poezji, ale miałem pojęcie o życiu. Były bardziej osobiste niż listy, dlatego często lądowały w szufladzie, na samym dnie, z dala od oczu niepożądanego czytelnika. W pamięci i sercu żyły krótko- od emocji do emocji, od słowa do słowa. Stanowiły rodzaj pamiętnika, zamkniętego czasem w rymowanej, czasem w białej formie. Rodzaj sekretu, do którego klucz znajdował się w moich dłoniach. Tamte wczesne, niedojrzałe ale autentyczne wiersze zawierały kod do mojego dzieciństwa, odpowiedź na nurtujące pytania dotyczące mojej przeszłości, krok do zrozumienia mojej osobowości i charakteru. Choć wiersze pisałem od dwunastego roku życia, pierwszy utwór ujrzał światło dzienne prawie cztery lata później- tyle czasu potrzebował,  by się oswoić w sobie, zdobyć odwagę na podróż poza własną granicę i przestrzeń. Dobre recenzje dodawały mi otuchy, pozwalały kontynuować drogę przez poezję, kształtować warsztat, modelować słowa, bez oglądania się za siebie, bez lęku, że wiersz stanie się pośmiewiskiem odbiorcy. Było to z pewnością wynikiem przywiązania się do własnej twórczości-  każdy utwór traktowałem bardzo osobiście, każdy atak na jego wartość traktowałem jako atak na moją osobowość. Po latach pacy zrozumiałem, że często poezja ma się dobrze obok jego twórcy, krytykę literacką swoich wierszy zacząłem przyjmować jako bodziec do pracy nad stylem i wartością artystyczną; a negatywną opinię odbierać  nie jako atak na autora, lecz  atak na treść.  Zrozumiałem, że wiersz nie musi być zawsze poważny, słowem można się także bawić, choćby tak jak na warsztatach Danki Wawiłow w Rajskiem, kiedy z naszych wierszy robiliśmy statki i puszczaliśmy na Solinie, albo zapisywaliśmy strofy farbą olejną na przydrożnych kamieniach… </p>
<p>Gdy w 1990 roku Małgorzata Dobrowolska napisała swój artykuł o warsztatach dziennikarskich „Świata Młodych” ogarnęła mnie lekka zazdrość. To był bardzo ciepły materiał o wspólnocie ludzi realizujących swoje pasje, uczących się jak w sposób interesujący i poprawny pisać o rzeczywistości, która nas otacza, jak przelać na papier wrażliwość na drugiego człowieka i żyć w społeczeństwie otwartym i mądrym. Pragnienie dołączenia do tych ludzi było tak silne, że postanowiłem rozejrzeć się wokół siebie. Tak oto rozpoczęła się moja dziennikarska przygoda z pisaniem. Najpierw, wspólnie z kilkoma zapaleńcami założyliśmy szkolne pismo, mieliśmy po trzynaście lat  i sporo nam się nie podobało, chcieliśmy na jego łamach piętnować niesprawiedliwość i walczyć o prawa ucznia; nie zdawaliśmy sobie sprawy, że czuwać będzie nad nami Cenzor, który wytnie to, co niewygodne, zostawi zaś to co przyjemne i nieszkodliwe. Byliśmy pełni werwy i młodzieńczej spontaniczności, lecz nie byliśmy przygotowani na krytykę. Wydaliśmy kilka numerów pisma, ale ze względu na zbyt dużą inwigilację dorosłych postanowiliśmy nie kontynuować dzieła. Demokracja może wkroczyła do Polski, ale nie do polskich szkół, była obecna na ławach sejmowych, ale w ławkach szkolnych zupełnie jej nie znano. Pod koniec 1990 roku w jednym z numerów szkolnego pisemka chciałem zamieścić tekst o braku papieru toaletowego w ubikacji, ale polonista kategorycznie odrzucił moją propozycję, tłumacząc się, że to nie jest żaden problem, bo papieru teraz nie ma, ale jutro będzie, nie przyjmując do wiadomości, że papieru nie ma już od miesiąca. Dopiero kilka miesięcy później tekst ukazał się na łamach ogólnopolskiego pisma „Świat Młodych” i w taki sposób świat dowiedział się o górowskim, wstydliwy problemie. O dziwo, tekst zamiast krytyki przyniósł pozytywny oddźwięk- czytał go nagłos nauczyciel muzyki i polskiego, a ja czułem się dumny, że spotkało mnie takie wyróżnienie. Potem były kolejne teksty, zostałem zaproszony do kolegium redakcyjnego kilku pism lokalnych, pisałem po polsku i po ukraińsku, zajmowałem się głównie tematyką społeczną, piętnując każdą niesprawiedliwość, bezczynność i błąd. Zdobywałem nowych przyjaciół, ale lista wrogów stawała się również długa, dla niektórych byłem niepożądanym pismakiem, który zamiast zamknąć gębę, głośno krzyczał. Grupa skinheadów próbowała okaleczyć w miejscowym park za nieprzychylny materiał na ich temat, z tego też powodu w szkole pojawili się przedstawiciele policji, których wysłał dyrektor domu kultury, niezadowolony z tekstu o braku inicjatyw szefa instytucji. W 1992 roku na pierwszej stronie „Dziennika Pojezierza” zamieszczano mój wywiad z narkomanką, nosicielką wirusa HIV pt. „Nie potrafiłam odmówić”. To był chyba najtrudniejszy materiał,  jaki zrealizowałem w swoim życiu. Wymagał ode mnie wiele samozaparcia, wagarów, odwagi, lektury, ale był chyba najpiękniejszym tekstem, jaki udało mi się kiedykolwiek napisać. Niewiele w nim było moich słów, autorem tekstu była przede wszystkim kilkunastoletnia Ewelina, której życie pokazało mi, że moje problemy wcale nie są takie duże, że są ludzie którzy wymagają większej troski i uwagi, obok nas, wystarczy tylko szerzej otworzyć oczy i serce. </p>
<p>Pisać prozę zacząłem stosunkowo późno. Pierwsze próby pojawiły się już co prawda w szkole średniej, gdy powstały cykle miniatur „Rozmowy z Kamykiem” oraz „Portrety sentymentalne”, ale nigdy nie zostały one dokończone, przerwane w połowie zdania, rozpłynęły się w czasie. Dopiero w okresie warszawskim 1996-2001 pojawiły się pierwsze opowiadania, początkowo inspirowane twórczością Edwarda Stachury, którego życiopisanie uczyło mnie współodczuwania treści świata, potem wykształcił się własny styl utworów literackich, zbudowanych na prostych zdaniach, często poetyckich, prawie zawsze zawierających elementy autobiograficzne. Większość miniatur powstało między wierszami, w nie lubianej wówczas Warszawie, między kolokwium  z gramatyki historycznej języka ukraińskiego a kolokwium z łaciny. Były odskocznią od dnia codziennego, ale z drugiej strony często zawierały osobiste notatki życia prywatnego, były efektem przeżyć wewnętrznych, rozterek, zawiłości losu. Uczyły pokory wobec samego siebie, tworzyły zwartą całość, przyczynek do autobiografii. Ponownie pojawiły się kilka lat później, zupełnie odtrącone w emigracyjnym etapie twórczości, gdy dziennik przejął twórczą inicjatywę, kroniki wypełniały czas życia na obczyźnie. Po powrocie do Polski nabrały nowego znaczenia, w 2010 roku powstało prawie dwadzieścia nowych miniatur, w większości nigdzie nie publikowanych, czekających na swoją kolej w szufladzie. </p>
<p>Dzienniki, najpierw w formie luźnych notatek, potem zwartych całości, zacząłem prowadzić w szkole średniej, choć najwięcej treści zawierają te z lat 1993-2002,   zapisywane w kalendarzach i skoroszytach. Często notatki nie miały nic wspólnego z literaturą, znaczyły tyle ile mogły w sobie zmieścić wspomnień. Wypełniały je zwykłe wydarzenia i luzie, miejsca spotkań, numery telefonów, krótkie relacje z pokazów filmowych i spektakli teatralnych, streszczenia listów od przyjaciół, listy do zrobienia, wartość długów do oddania, pierwsze wrażenia ze spotkania z ukochaną, plany na przyszłość i rocznice urodzin przyjaciół, nie miałem bowiem głowy do dat i często zapominałem złożyć życzeń jubilatce/jubilatowi. Niektóre z notatek w dziennikach były opisem przedziału w kolejowym wagonie, a szczególnie jego pasażerów, nie pomijając nawet najmniejszego szczegółu, albo streszczeniem rozmowy telefonicznej z matką. Dzienniki całkowicie Ne przypominały późniejszych notatek publikowanych w blogu, dzikie, pozbawione zwartości, chaotyczne i nieokiełznane. </p>
<p>Blog miał być zupełnie inny. Już z samego założenia pozbawiony był rozpusty słów. Miał być refleksją nad codziennością, nie zapisem codzienności. Miał takie samo prawo do przeszłości  jak i do teraźniejszości i przyszłości. Stąd też treść często nie odzwierciedlała życia tu i teraz, raczej podsumowywała życie, szukała powiązania w międzyczasie, uczyła otwierać się na to, co nadejdzie.  Blog był miejscem do zwierzeń, również tych intymnych, często zakodowanych symbolicznie, rozpoznawalnych tylko przez nielicznych. Stanowił pomost między poezją a prozą, i tak zawsze traktowałem swoje notatki w blogu;  stojąc na moście widziałem przeszłość i przyszłość, teraźniejszość mając pod nogami, dotykając jej gołymi stopami i odczuwając każdą grudkę ziemi. Pisanie bloga zawsze dawało mi radość, pozwalało spojrzeć na siebie z perspektywy czytelnika, dodawało odwagi i czyniło odważnym.</p>
<p>Przyzwyczaiłem się opisywać świat. Każdego dnia w ramach gimnastyki palców pozwalam sobie na odrobinę pisania pod wiatr, kilka stron zapisków bez większej wartości do walki z brakiem weny; gdy czasem zaglądam do tych notatek chce mi się śmiać- otwierają się bowiem przede mną dziecięce błędy ortograficzne, całkiem pozbawione gramatyki konstelacje słów, mogę się wtedy poczuć tak jak dawniej, beztrosko i nieodpowiedzialnie. Kilka minut późnej dodaje mi to odwagi, uświadamia, że dziś stać mnie na więcej. Na lepiej. Rozumniej. </p>
<p>Spisałem siebie, niebieską kredką, na brudno. Mam świadomość, że gdzieś czeka na mnie jakaś czysta kartka. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://miklusz.com/o-pisaniu/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

